— Największy las zagranicznego króla się pali — powiedział dziennikarz.
Maciuś kiwnął głową, że widzi, i bardzo uważnie czytał, jak to było napisane.
Ano, robotnicy, którzy las rąbali, rzucili papierosa — i taki straszny pożar.
— To jednak dziwne — mówił dziennikarz — rozumiem, że w lecie suchy las może się zapalić; ale teraz, kiedy niedawno jeszcze śnieg leżał? I podobno jakiś huk był. Przecież jak las się pali, żadnych huków nie ma.
Maciuś kończył śniadanie i nic nie odpowiadał.
— Co o tym myśli wasza królewska mość? — pytał dziennikarz. — To jakiś podejrzany pożar.
Dziennikarz powiedział to jakimś cichym i bardzo przyjemnym głosem. I Maciuś, sam nie wiedząc czemu, pomyślał:
— Trzeba być ostrożnym.
A dziennikarz zapalił papierosa i zaczął znów o czym innym:
— Wczoraj podobno skazany został na miesięczny areszt sekretarz stanu? Nie dałem o tym wiadomości do naszej gazety, bo dzieci mało obchodzi, co się dzieje z dorosłymi. Gdyby w ich ministerstwie były jakieś nieporządki, to co innego. Wasza królewska mość nie wie wcale, jaki szczęśliwy był wybór Felka na ministra. Wojsko cieszy się, że syn plutonowego został ministrem. Gazeciarze145 znają Felka, bo Felek jeszcze przed wojną sprzedawał czasem gazety. No i wszystkie dzieci się cieszą. A za co też biedny sekretarz stanu dostał się do kozy?