— A dokąd uciekli?

— A bo ja wiem.

— No, jak nie wiesz, więc co ja ci poradzę?

— Jak jesteś milicjant, to powinieneś patrzeć.

— Dobrze. Ty masz jeden sklep i nie możesz upilnować, a ja mam pięćdziesiąt sklepów do pilnowania.

— Głupi jesteś.

— No to głupi. A jak ci się nie podoba, to mnie nie wołaj i już.

Wychodzi milicjant, a szabla mu się plącze.

— Także pretensja: chce, żeby aresztować złodzieja, a nie wie, gdzie jest. Psia służba. Stój jak ten słup i patrz na wszystko. I żeby mi choć dała jabłko albo co, to nie. Powiem, że nie chcę być więcej milicjantem i koniec. Niech sobie robią, co chcą. Mogę wrócić do szkoły, jak im się nie podoba.

Wracają rodzice ze szkół, dzieci otwierają im drzwi i pytają się: