Maciuś zdziwiony był tym, co się stało, a Felek z płaczem rzucił mu się do nóg:
— Królu, zabij mnie. Królu, to wszystko moja wina — ryczał Felek — o, ja nieszczęśliwy. Co ja narobiłem.
— Poczekaj, Felek, później pomówimy o wszystkim spokojnie. Co się stało, to się już nie odstanie. W niebezpieczeństwie trzeba być spokojnym i rozważnym. Trzeba myśleć nie o tym, co było, a o tym, co być powinno, co będzie, co musi być.
Chciał Felek zaraz opowiedzieć, ale Maciuś nie chciał tracić ani chwili czasu.
— Słuchaj Felek, telefony zepsute. Mam tylko ciebie jednego. Czy wiesz, gdzie mieszkają ministrowie?
— Ja bym czego nie wiedział. Oni na różnych ulicach mieszkają. Ale to nic. Nogi mam dobre: dwa lata byłem gazeciarzem. Pewnie chcesz ich wezwać?
— I natychmiast.
Maciuś spojrzał na zegarek:
— Jak długo ci potrzeba na drogę?
— Pół godziny.