Jedziemy — księżyc — śnieg. O czym myśli? — Rozgląda się ciekawie: kościół, dworzec, wagony, most. — Twarz pospolita. Jest podobno pracowity — szpital ma swój warsztat ciesielski — oddam go Dudukowi na naukę.
Egzamin: nie zapomniał czytać. Zadanie arytmetyczne:
— Obecnie ile ma lat?
Czuję, że nie rozumie, co znaczy obecnie.
— Obecnie? To — jak komu co obiecać.
Nie poprawiam.
Dostał od brata 50 kop.50 — kupił ciastka z powidłami, cukierki, u nas jadł zimny salceson — arcydzieło Płaski — wieczorem brzuch rozbolał. Ból w okolicy ślepej kiszki. To źle: chciałem, by jadał z kotła żołnierskiego, dopóki się nie rozstrzygnie, czy zostanie. — Chciałem, żeby od razu miał ściśle określony plan dnia. — Walenty wzdycha:
— I po co to panu było?
Stefan ma wrodzone poczucie ładu: kiedy kończy lekcję, książki składa na boku stołu, pióro obok kałamarza. Zawiesił ręcznik, jeden koniec zwieszał się niżej — poprawił.
— Dlaczego za 50 kop. nakupił łakoci?