— Nie mów tak — powiadam łagodnie po wyjściu felczera.
— A bo ja czytam, a on lezie.
Dziwi go, w szpitalu jest 217 chorych i rannych.
— To pan, jak dyżurny, musi wszystkich oglądać.
— Nie, tylko nowych oglądam, żeby nie położyli jakiego zaraźliwego chorego obok zwyczajnych chorych.
— Prawda, że kur (odra) — to zaraźliwa choroba. Jak ja chorowałem na kur, to dusiłem się i już nic nie mogłem mówić. Tata dał mi naftę pić, to lepiej się zrobiło. Tata nigdy nie chodził do doktora, tylko sam wszystko wiedział, jak leczyć.
— Tata twój był mądry człowiek — mówię z przekonaniem.
— Pewnie, że mądry — potwierdza głową.
Aż dusi mnie chęć, żeby zadać pytanie, jakże on tak powiedział, że jak tata nie wróci, to też będzie dobrze. Nie, jeszcze za wcześnie na to...
Druga uwaga.