— Prawda, że siarką można się otruć?

— Można. A bo co?

Nie rozumiem intencji pytania.

— Bo byli zapałki, to jak szli na manewry...

Echo jakiegoś zatartego opowiadania ojca o wyższości pewnych gatunków zapałek — coś, słyszane przed laty: kiedy ojciec jego był kawalerem i służył w wojsku, w zupie była siarka — żołnierze się potruli.

Nie zrozumiałem, Stefan mówi sennym głosem, mętnieje — śpi.

Jak ja w dzieciństwie gorąco pragnąłem zobaczyć swego anioła stróża. Udawałem, że śpię, a potem nagle otwierałem oczy. Nic dziwnego, że się ukrywał. I w Ogrodzie Saskim: myślisz, że nie ma w pobliżu stróża, a tylko na trawnik wbiegłeś po piłkę, już jest i grozi z daleka. Przykro mi było, że ten mój anioł nazywa się stróżem.

Piąty dzień

Duduk chwali Stefana: pracowity. Kiedy byłem w warsztacie, piłował drzewo. Nie mogłem spokojnie patrzeć: deska jeździ na wszystkie strony, piła tępa skacze po desce — tak łatwo może pociąć palce. — Ale nie mówię nic. Przecież to byłby nonsens mówić, żeby był ostrożny. Już i tak:

— Nie wychodź boso na dwór. Nie pij surowej wody. Czy ci nie zimno, czy brzuch nie boli?