— Jeden.
— A niech pan patrzy, że są dwa. (Szklanka jest szlifowana).
Przy obwarzanku:
— Z czego się robi mak? — Ja: rośnie. — A dlaczego czarny. — Ja: bo dojrzały. — Prawda, że on ma we71 środku takie ścianki i w każdej ściance jest po trochu? — Ja: Mhm. — Czy z ogrodu może być taki cały talerz maku?
Jego pojęcie ogrodu składa się z czterech, pięciu wyobrażeń, moje — ze stu, z tysiąca. — To takie jasne, a jednak dopiero dzięki temu pytaniu długo zastanawiałem się nad tym. Wiele pozornie nielogicznych pytań dziecięcych w tym ma swe źródło. Dlatego tak trudno porozumieć się nam z dziećmi, że one używając tych samych, co i my, wyrazów, wkładają w nie zupełnie inną treść. Moje: ogród, ojciec, śmierć nie są jego ogrodem, ojcem, śmiercią.
Ojciec — lekarz pokazuje kulę, którą podczas operacji wyjął z rannego.
— Czy ciebie, tatusiu, taką samą kulą zabiją? — pyta się ośmioletnia córeczka.
Wieś i miasto też nie mogą się zrozumieć, pan i niewolnik, syty i głodny, młody i stary, może — mężczyzna i kobieta. My tylko udajemy, że się rozumiemy.
Stefan przez cały tydzień patrzał72 obojętnie, jak wszyscy wokoło rówieśnicy zjeżdżają ze wszystkich górek i wzgórków — na sankach. Taka silna pokusa: a sam pracuje u cieśli. — Jeszcze przed obiadem robił z Dudukiem łóżka dla chorych, wieczorem — wrócił z sankami.