Ba, drugie cudowne zjawisko: gniazdo bocianie na kole i sam gniazda gospodarz — bocian.
Takiego dużego ptaka chłopcy nie widzieli jeszcze: większy od indyka.
— To nie ptak, to balon — poucza któryś.
A teraz strach: mijamy się na wąskiej drodze z krowami. Codziennie się spotykamy.
Krowy się zatrzymują i bardzo ciekawie patrzą na białe bluzy i białe czapki płócienne chłopców. Niektóre łby odwracają i patrzą z ukosa, jak gdyby myślały:
„Ci mali ludzie to jednak bardzo pocieszne istoty. Jak im biedakom musi być niewygodnie chodzić na dwóch nogach”.
Tu widzą chłopcy pierwszy raz — pług, bronę. Tu widzą, jak się krowy doi. Tu widzieli jedno z najpiękniejszych zjawisk: źrebaka.
Mały konik idzie obok bryczki, a na bryczce pan w czapce urzędnika i woźnica. Paru chłopców pobiegło za bryczką, bo źrebak jest tysiąc razy piękniejszy od krowy i od bociana.
— A batem ich tam, a batem — powiedział pan w czapce z gwiazdką do woźnicy.
Chłopcy zatrzymali się zdziwieni, przycichli, posmutnieli, jak gdyby przypomniawszy coś sobie.