— Bo i ja rzucałem.
— Czemu wcześniej się nie przyznałeś?
— Myślałem, że nas za karę do Warszawy odeślą.
— I oni tak zapewne myśleli, a jednak się przyznali do winy. Teraz już za późno.
Wyrok, który czterej chłopcy sami na siebie wydali, głosił:
„Będziemy siedzieli trzy godziny w kozie i do końca sezonu nie dostaniemy do zabawy ani piłki, ani warcab, ani domina”.
Wyrok był bardzo surowy. Czy zgodzi się na tę karę grupa cała?
— Wiemy, jak często rzucają dzieci kije i nawet kamienie w psy, koty, konie, wiemy, jak śmieją się i drażnią pijanych i obłąkanych. Postąpili źle, ale dlatego, że nie wiedzieli: teraz już wiedzą i nigdy nic podobnego się nie powtórzy.
I grupa przewagą dwudziestu sześciu głosów przeciw pięciu uwolniła od kary tych, którzy sami na siebie surowy wydali wyrok.
Jeszcze przy kolacji było trochę ciszej niż zwykle: ale najsmutniejszy był ten piąty, który opuścił kolegów w niebezpieczeństwie i wtedy dopiero przyznał się do winy, kiedy widział, że kara nie będzie zbyt dotkliwa.