Położono go do łóżka i dano bardzo gorzkie lekarstwo. Sikora zasnął. A kiedy wieczorem chłopcy mieli wejść na salę, proszono, by sprawili się cicho, żeby chorego nie obudzić.

— To Grozowski nie będzie dziś grał na skrzypcach? — pytali ze smutkiem.

— Nie, nie można dziś grać, bo Sikora chory.

I chłopcy cichuteńko weszli na salę, cichuteńko umyli nogi ani razu nie pokłócili się o ściereczki przy wycieraniu nóg i zaraz każdy pobiegł do swego łóżka najkrótszą drogą, i biegli na palcach, chociaż byli boso, i słychać było tylko cichutenieczkie:

— Tśśś, Sikora śpi.

I było tak nie przez jeden, a przez trzy wieczory, bo dopiero na czwarty dzień wyniesiono Sikorę w łóżku na werandę, a dopiero w dziesięć dni później brał udział w wojnie, rozumie się nie jako żołnierz, ale jako chorąży polowego szpitala.

Rozdział dwudziesty

Koncerty wieczorne. Sosna staruszka. Skrzypek Grozowski i nasi śpiewacy.

Kiedy wieczorem chłopcy leżą w łóżkach, Grozowski bierze skrzypce, staje w pośrodku sali i gra na dobranoc. Nie zabrał nut, gra z pamięci, a zna wiele melodii.

„Szumią jodły na gór szczycie,