Sam Grozowski wreszcie zażądał, by sprawę jego raz jeszcze rozpatrzeć i by sądzili go ciż sami sędziowie.
— Panowie sędziowie — zaczął prokurator swą długą mowę — macie przed sobą trudne zadanie. Z waszego wyroku ma być ukarany chłopiec, który cieszy się waszą przyjaźnią. Może po raz drugi zechcecie go uniewinnić? Pamiętajcie więc, że niesprawiedliwy wyrok niszczy zaufanie do sądu. Pomyślcie, co powiedzą ci, którzy przed nieuczciwymi sędziami stawać będą musieli. Powiedzą: „Nie wierzymy im, bo jeśli kto ma skrzypce i ładnie gra, wolno mu robić to, czego się innym zabrania”. Przypominam, że Grozowski dwa dni temu wyrwał piłkę chłopcu, wczoraj nasypał Szatkownikowi piasku za koszulę, a dziś skrzywdził braci Adamskich. Nie oni, a ja go oskarżam, a oskarżam na żądanie samego Grozowskiego. Grozowskiemu jest przykro, żeście dla niego poświęcili własne dobre imię, przykro, bo go teraz wszyscy mogą posądzić, że przestraszył się kary i sam was o niesprawiedliwy wyrok poprosił. Omyliliście się i zadaniem waszym omyłkę tę naprawić. Raz jeszcze powtarzam: niewielka kara milszą będzie dla oskarżonego niż kłamliwe usprawiedliwienie jego przewinień.
Tym razem wyrok głosił: dziesięć minut kozy.
Grozowski na dowód, że się nie gniewa, obiecał dnia tego długo grać wieczorem na skrzypcach; a że sam w poczuciu własnej winy bez obrazy i bez gniewu odsiedział swych dziesięć minut zamknięcia, był to jego najpiękniejszy koncert kolonijny.
Mały Adamski pogodził się wreszcie z myślą, że jest zbyt młody, by starsi chłopcy go szanowali, i odtąd bawi się już tylko z malcami, którym historia o brodach smarowanych mydłem bardzo się podobała.
Mały Adamski zrozumiał, że lepiej wśród równych sobie mieć poważanie, niż sięgać zbyt wysoko i cierpieć upokorzenia.
Rozdział dwudziesty drugi
Najpiękniejsza na świecie zabawa i najpotężniejsza pierniczkowa siła. Turczynka opowiada bajki. Żywe obrazy.
Ach! Cóż to będzie za zabawa.
Zabawa taka nadzwyczajna, jakiej jeszcze na świecie nie było.