Nieprawda, że w zabawach nie chcą się słuchać, jeżeli nie ma dorosłego. Przeciwnie, w zbiorowych zabawach sami chcą, by znalazł się ktoś rozumny, sprawiedliwy, przez wszystkich lubiany, który powie, jak ma być, kto co ma robić, a ustąpi, jeżeli chcą inaczej albo nawet jeden się upiera; że umie łagodzić spory i uważa, żeby nie zanadto dokazywać, żeby się coś nie stłukło, nie podarło, żeby nie było bójki albo łez.

— Dobry kolega, z nim przyjemnie — mówią.

Zauważyłem ciekawe zjawisko, ale długo nie mogłem zrozumieć.

Więc jeżeli chłopcy mają bieganą zabawę, długo wszystko idzie dobrze. Nagle pokłócą się o byle co, i to mnie właśnie dziwiło, że o głupstwo i że tak łatwo zaraz się pogodzą. Naprzód od razu wszyscy przestają grać, schodzą się obie partie i zaczyna się spór. I tak samo powie ktoś nagle:

— No, już. Przestańcie. Wszystko jedno. Zaczynamy.

Znów zgodnie wracają do przerwanej gry. Troszkę czasem coś zmienią albo jeden odchodzi, a zastąpi go inny.

Nareszcie domyśliłem się.

Czasem zabawa jest bardzo przyjemna, więc szkoda przerwać, a są bardzo zmęczeni. Nikt nie chce się przyznać, że zmęczony i chce odpocząć, więc niby coś mu się nie podoba. To nawet nie kłótnia, a rozmowa. Jeżeli w pobliżu jest ławka, paru usiądzie i czeka, aż się skończy.

Dorośli inaczej odpoczywają niż młodzi. Zmęczony dorosły odpoczywa godzinę, pół godziny; młody spocony, bez tchu pada na ławkę, a po trzech minutach już się zrywa.

Matka mówi: