Czytałem, że szatan wódkę wymyślił. Chyba tak.

Wódka nie tylko pieniądze zabiera, często ostatnie; wódka odbiera siły, zdrowie, rozum, zabija w człowieku wolę i honor, truje dzieci, wyrzuca człowieka z pracy, znieprawia duszę.

Kiedy się długo żyje, widzi się wiele strasznych nieszczęść: człowiek aż oczy przymyka, żeby nie patrzeć, serce się ściśnie — i chciałby uciec i nie myśleć o tym.

Trzy wojny widziałem. Widziałem pokaleczonych, którym rękę urwało, brzuch przebiło, że kiszki wyszły na wierzch, widziałem rany twarzy i głowy — rannych żołnierzy, dorosłych i dzieci.

Ale wam mówię: najgorsze, co można zobaczyć, to — pijak, który bije bezbronne dziecko, kiedy dziecko prowadzi pijanego ojca i prosi:

— Tatusiu, tatusiu, chodź do domu.

Wódka pełza cicho jak wąż: zaczyna się od kieliszka, potem więcej i więcej. Czasem nawet nie od wódki, a od papierosów zaczyna młody chłopiec.

I ja palę papierosy. Żałuję, że się przyzwyczaiłem. Trudno: nie ludzi się wstydzę, bo prawie wszyscy palą, ale siebie się wstydzę, że nie mogę się odzwyczaić. Ale nie tracę nadziei.

Wstydzi się dziecko za pijanego ojca, jakby, biedactwo, winne było, i wstydzi się, że głodne, że w domu wielka bieda. Nie wiem, dlaczego tak jest, nie mogę zrozumieć, dlaczego. Czasem na złość żartują ze swoich podartych butów i zniszczonej sukienki, a w sercu ukrywają smutek i żal.

Daję jeszcze jedno prawidło życia; są chłopcy, którzy lubią się zakładać. Byle co, zaraz: