— Nie śpiesz się. Powoli.
Drugiemu powtarza:
— No, dalej. No, prędzej.
Więc jeden ma lepsze stopnie, niż mu się należy, bawiąco36 przechodzi z klasy do klasy, a drugi mozoli się, z wysiłkiem, w ciągłym niepokoju, z trudem dostaje promocję.
Miałem ucznia. W domu wszystko dobrze. Gdy byliśmy sami, pomyślał i rozwiązał zadanie. Zapytał się, jeżeli nie rozumiał, i mądrze, i wesoło odpowiadał. A w szkole źle i źle.
— Przeszkadzają... Nie dadzą się zastanowić... Zresztą sam nie wiem: nie mogę.
Bardzo mi było przykro, bo go rodzice bili za złe stopnie, a naprawdę nie był winien. Bardzo chciałem, żeby dostał promocję bez zastrzeżenia, żeby chociaż wakacje miał zupełnie spokojne.
Poszedłem do szkoły poradzić się, co robić.
Nauczyciel powiedział:
— Owszem, wierzę, że on umie. Ale co mam robić? Muszę dawać stopnie za odpowiedzi, a nie za to, co ma w głowie. Sam rozumiem, że nie jest dobrze, ale klasa przecież słucha i wie, jak on odpowiada.