I chce, żeby się od razu udało, i zupełnie, i raz na zawsze.
Nie zawsze przecież tak bywa. Wpada w gniew.
— Trudno, już taki jestem i taki zostanę.
Albo gorzej jeszcze:
— Jeżeli staram się, a nie pomaga, więc na złość będę jeszcze gorszy. Niech robią, co chcą.
Czasem dostrzega, że nie jest wcale najgorszy, więc pyta się:
— Czego właściwie ode mnie chcą? Dlaczego się tylko gniewają?
Często spokojnym łatwo, więc to wzbudza gniew i zazdrość:
„Ciepłe kluski... Laluś... Maminsynek... Pieszczoch... Cicha woda... Beksa”.
I cierpi dziecko uczuciowe, a bezkarnie myszkują koledzy z cichymi wadami. A dokuczanie psuje i tych, i tych.