Podróżnik zwiedza Afrykę, wioskę murzyńską. Ale patrzy: angielski napis „szkoła”. — Ano ciekaw, jak uczą się czarne Murzynięta. A one wiedzą, umieją i dobrze po angielsku. Więc pyta się, jak dawno. A nauczyciel, że rok. — „Rok — jeden rok — niemożliwe. — Ależ nie: szkoła już jest dawno; poprzednik dziewięć lat tu pracował. — A teraz on gdzie — co robi? — Nie ma: zjedli go rodzice uczniów. — Pan żartuje? — Nie. Przecież to ludożercy. — A pan? i pana mogą zjeść? — Mogą: będzie musiał departament oświaty przysłać na moje miejsce nowego nauczyciela”.

Tak, bracie. — Ooo. — Nie ty, ale sprawa — służba — karny obywatel. — Rzetelnie to sobie rozważ i szczerze.

Mądry wyraz: rozważać. — Rozważ, ile prawdy i sprawiedliwości, ile kłamstwa i krzywdy, ile deka rozumu, głupoty, rozważ, ile deka goryczy i złodziejstwa, niechęci i złości, ile kilo dobroci pszennej, pomocy, przysługi, ile razowej uczciwości, pracy i dobrej woli.

A ty byś chciał poprzez ojczyste niwy i ugory łatwo, wygodnie, na gapę, gołąbki do gąbki?

Nauczyciel niesprawiedliwie ocenił? — Uprzedził się? Zasłużyłeś na lepszą notę? — Jeśli obowiązek spełniłeś, zachowaj pogodę ducha. On odpowie przed historią.

Ale twoje niedbalstwo i lenistwo — minus. — Lekcyj nie odrobiłeś; nawet jeżeli pan nie wywołał: minus. — Myślisz: „Udało się”. — Nie: minus. — Nie sztubak413, ale obywatel spóźnił się do szkoły. — W statystyce czynów obywatelskich twój kleks, spóźnienie — minus.

Pardon. — Będziesz lekarzem. I też — „chory nie zając, nie ucieknie” — spóźnisz się, a on umarł bez pomocy — i minus; w statystyce przybyły sieroty. — Spóźnił się pilot na lotnisko, nie zdążył skontrolować maszyny przed startem — katastrofa — kark skręciłeś i — minus — o jeden samolot mniej do obrony. — Zaniedbałeś obliczenie — katastrofa — zawalił się twój most, komin fabryczny, twoja łódź podwodna kaput — zatonęła — kocioł rozsadziło.

Pyta się syn twój pierworodny, pyta się ciebie: „Tatusiu, ile jest 6 x 9” — a ty stoisz jak caban (w słowniku pisze414, że to taki gatunek barana z długim, grubym ogonem) — więc pyta się twój syn, a ty nie wiesz.

Jeżeli ojciec nieuczony, bo ciężką pracą od małego i do szkół nie chodził, to nie wstyd; ale ty już w krawacie wiązanym i spodniach prasowanych, więc: „Tatusiu, ile jest 6x9, tatusiu, czy stół to rzeczownik, tatu, czy Missisipi wyspa czy półwysep?” — A ty caban i krwawy rumieniec wstydu?

Mówisz: „Mam czas”. — Nieprawda. — Tam za granicą uczą się, budują — szosy, fabryki, maszyny, pancerniki, czyste, widne mieszkania. — A ty co? — Jednego własnego ucha nie chcesz umyć, żeby było czyste? Obarczasz statystykę o jedno brudne ucho. — Minus, obywatelu.