W ogóle Olek czasem jest mądry i miły, a czasem tak jakoś dziwnie mówi, jakby chciał koniecznie, żeby się z niego śmiali.

— Pani się rozgniewała na ciebie — zaczął Władek, chcąc przerwać niemiłe milczenie.

— To nic, przeprosimy się znowu. W niedzielę jadę do ciotki, to narwę kwiatów, ułożę bukiet i złotym atramentem napiszę: „Na przeprosiny”.

Olek dużo mówił o czasach, kiedy sam chodził do ochrony.

— Ona jest bardzo dobra. Ale tu jest inna ochrona; psu bym tam chodzić nie radził. Za byle co targa za uszy albo linią31 bije po palcach. Taka, powiadam ci, wściekła, jak ciężka cholera.

Władkowi zdawało się, że Olek i do innej ochrony też musiał chodzić, ale chyba niedługo.

Rozdział dziewiąty

Mama przepowiadała, że będzie coraz gorzej, a jednak było teraz lepiej niż na początku. Pan Witold z Pragi oddał ojcu trzydzieści rubli, które był winien; sprzedano niepotrzebną komodę. I znów zaczęło się ukazywać masło na chlebie i częściej mięso na obiad. A maleńka Abu otrzymała pierwsze w życiu trzewiczki.

Abu została uratowana.

Nikt jej nie weźmie na własność, nikt nie wyniesie już z domu.