Grał gramofon, Olek deklamował, brat Bronka udawał głosy rozmaitych zwierząt i ptaków, Stefek z Józią tańczyli krakowiaka45 przy akompaniamencie harmonii; potem były śpiewy i śmieszny monolog.

Bawiono się doskonale i śmiano się, że ciastko z kremem wygrał stary pan Piotr, który się niedawno dopiero ożenił, a rybkę wygrała sklepiczarka46, która dzieci nie ma.

Natalka przeprosiła się, była na zabawie i śpiewała nad program. A głuchoniema Michalinka cieszyła się najbardziej, bo zarobek z zabawy był przeznaczony na to, żeby jej kupić paltocik47, bo całą zimę nie mogła wychodzić.

Lekkomyślna Pchełka i mały Wicuś tacy byli zadowoleni, tak się śmiali, kiedy brat Bronka udawał starego i młodego koguta, rozgniewanego indyka, psa, który z kotem rozmawia, kokoszkę, co jajko zniosła, i szczeniaka, którego biją, że zrobił nieporządek!

Długo, bardzo długo pamiętał Władek tę zabawę.

Kiedy umarli Wicuś i Pchełka, kiedy Olek wyjechał na zawsze do Łodzi, wspominał ich Władek nie inaczej, jak na pięknej zabawie z fantową loterią.

Rozdział piętnasty

Władek dostał lekcję48, miał uczyć Kazia i Zosię liter i rachunków.

— Tylko czy dasz radę, kawalerze? Bo sam masz jeszcze mleko pod nosem — powiedział ojciec dzieci.

— Dam radę, postaram się — odrzekł Władek.