Wychodzi rano na zarobek, wieczorem przynosi chleb i cebulę albo nawet chałę4 i jabłko. — A raz pan gonił Lejba i wołał: „złodziej”. — Herszek nie wie, co znaczy: złodziej; ale bał się, kiedy tak stoi koło bramy i widzi, że Lejb ucieka, a za nim goni pan z batem i woła: „łapaj5”.

Lejb późno wrócił do domu, zaraz położył się, nic nie mówił, nic nie dał do jedzenia.

Lejb nie zawsze przynosi, nie zawsze opowiada, mówi tylko, kiedy chce.

*

— Co to jest? — pyta się Herszek i pokazuje za okno. To nie było nawet okno, tylko tak, bez szyby. Widać księżyc wysoko na niebie.

Mówi Lejb:

— To jest księżyc. — Bo powiedział Bóg: „Niech będzie ziemia, niech będzie księżyc w nocy i słońce w dzień”. I stało się tak. Co Bóg chce, to jest. — Powiedział Bóg: „Niech będą konie i kozy, słońce i cebula”.

— A tego nie było, tego wszystkiego?

— Głupi jesteś. Było. Mały jesteś. Zaraz ci powiem. To długa historia.

Herszek słucha, Lejb tłumaczy.