Wszedł na wysoką górę. Na górę 200 pięter wysoką. Tu znów otworzył i zalutował nowych 20 kolb z cienkiego szkła.
Na górze jest karczma. To dobrze. W karczmie powietrze jest brudne, chociaż stoi ona wysoko.
Pasteur otworzył w karczmie i zalutował 13 kolb.
Potem wszedł jeszcze wyżej.
Tu jest już tylko lód i śnieg. Nie ma kurzu.
Nie ma nikogo. Jest tylko jeden człowiek, Ludwik Pasteur.
Tylko on jeden może mieć żyjątka na rękach i na ubraniu. I jego kolby zakurzyły się w drodze.
Pasteur zapalił maszynkę spirytusową. Żelazko przepalił nad ogniem. Żelazkiem szyjkę kolby ułamał, potrzymał kolbę, żeby powietrze weszło. Zalutował ostatnie 20 kolb.
Razem było