Chce pojechać na wieś do swoich motyli.
Proszą go:
— Poczekaj. Nie można. Znów zachorujesz.
Ale Pasteur jest uparty.
Tyle czasu zmarnował. Nie ma tu w Paryżu nic do roboty. Budują nową pracownię. Wróci, kiedy będzie gotowa.
Zanoszą go do wagonu. Pojechał.
Zmęczył się podróżą.
Mieszkanie było niewygodne i zimne.
Pasteur nie nauczył się jeszcze chodzić po chorobie.
Upadł. Uderzył się. Pisze w liście: