— Chciałem udać się na front.
Wachmistrz z zadowoleniem popatrzył na Szwejka i rzekł jakby do siebie:
— Całkiem słusznie. Jest to najlepszy sposób dostania się do Rosji.
„Rzecz jest naprawdę świetnie obmyślana” — promieniał wachmistrz uważając, jakie też wrażenie wywrą na Szwejku jego słowa.
Ale w oczach jego nie mógł się doczytać niczego, prócz bezwzględnego spokoju.
„Ani brew nie drgnie — podziwiał wachmistrz Szwejka. — Takie świetne mają wychowanie wojskowe. Gdybym się znalazł w jego sytuacji i ktoś odezwałby się do mnie w taki sposób, to kolana roztrzęsłyby się pode mną...”
— Rano odwieziemy pana do Pisku — rzucił jakby od niechcenia. — Był pan już w Pisku?
— Roku tysiąc dziewięćset dziesiątego na manewrach cesarskich.
Uśmiech wachmistrza stał się po tej odpowiedzi jeszcze uprzejmiejszy i bardziej triumfujący. Doznawał uczucia, że swoim systemem zapytań prześcignął samego siebie.
— Brał pan udział w manewrach?