— Tak jest, panie wachmajster, jako szeregowiec.
I znów tak spokojnie, jak przedtem, spoglądał Szwejk na wachmistrza, który z uciechy siedział jak na szpilkach i nie mógł się już doczekać, kiedy wstawi to wreszcie do raportu. Zawołał frajtra, żeby Szwejka odprowadził, a sam uzupełnił swój raport:
„Plan jego był taki: wkradłszy się do szeregów 91 pułku piechoty, chciał natychmiast zameldować się jako ochotnik na front i przy najbliższej sposobności dostać się do Rosji, zauważył bowiem, że przy czujności organów inna droga powrotu jest niemożliwa. Że w 91 pułku byłby mógł świetnie prosperować, jest bardzo prawdopodobne, gdyż po dłuższym krzyżowym badaniu przyznał się, że w roku tysiąc dziewięćset dziesiątym brał udział w manewrach cesarskich w okolicy Pisku jako szeregowiec. Z tego widać, że w specjalności swojej posiada wielkie zdolności. Zaznaczam jeszcze, że zebrane oskarżenia są rezultatem mego systemu krzyżowego badania”.
We drzwiach ukazał się młodszy żandarm.
— Panie wachmajster, on chce iść do wychodka.
— Bajonett auf! — zadecydował wachmistrz. — Albo lepiej niech go pan przyprowadzi tutaj.
— Chce pan iść do wychodka? — uprzejmie zapytał wachmistrz. — Czy nie ma pan jakich innych zamiarów?
Badawczo patrzył w twarz Szwejka.
— Nie mam żadnych innych zamiarów, panie wachmistrzu, tylko pilną potrzebę — odpowiedział Szwejk.
— No, no, żeby się tylko nie okazało co innego — napominał go wachmistrz przypinając służbowy rewolwer. — Pójdę z panem.