Podpisawszy zwrócił się do surowego pana:
— Czy każe mi pan jeszcze coś podpisać? Czy może mam przyjść dopiero jutro rano?
— Z rana zostanie pan wywieziony do sądu karnego — usłyszał w odpowiedzi.
— O której godzinie, proszę pana? Żebym przecie, broń mnie Boże, nie zaspał!
— Precz! — zagrzmiało na Szwejka dzisiaj po raz drugi to słowo zza stołu, przy którym stał.
Powracając do swego nowego zakratowanego mieszkania Szwejk rzekł do dozorcy, który go przyprowadził:
— Wszystko tu jest akuratne jak w zegarku.
Gdy tylko drzwi się za nim zamknęły, współwięźniowie zasypali go mnóstwem pytań, na które Szwejk odpowiedział jasno:
— Dopiero co się przyznałem, że zabiłem arcyksięcia Ferdynanda.
Sześcioro ludzi skuliło się w przestrachu pod zawszonymi kocami, tylko Bośniak rzekł: