My, żołnierze, mamy święta,

Karty, wódka i dziewczęta,

I pieniędzy pełen trzos,

To ci los, to ci lo-ho-ho-hos...

„Takiemu bydlakowi wszędzie dobrze” — pomyślał porucznik i splunął.

We drzwiach ukazała się głowa Szwejka.

— Posłusznie melduję, panie oberlejtnant, że przyszedł żołnierz z koszar, żeby pan się zaraz stawił u pana pułkownika.

I poufnie dodał:

— To pewno z powodu tego pieska.

— Już wiem — rzekł porucznik, gdy w sieni goniec chciał mu się meldować.