Wreszcie otworzył oczy, tarł czoło i niewyraźnie zaczął sobie przypominać szczegóły wczorajszego dnia. Nagle przez głowę przemknęła mu myśl straszliwa, którą wyraził spoglądając na frajtra z uczuciem niepewności:
— Uciekł?
— Gdzie tam! To porządny człowiek.
Frajter zaczął chodzić po pokoju, wyjrzał oknem, zawrócił, urwał kawałek gazety leżącej na stole, ugniatał z papieru kulkę, jednym słowem widać było, że chce coś rzec.
Wachmistrz spoglądał na niego z uczuciem niepewności, aż wreszcie chcąc usłyszeć całą prawdę, którą zaledwie przeczuł, odezwał się:
— Ja panu wszystko ułatwię, panie frajter. Musiałem widać wyrabiać wczoraj ładne rzeczy.
Frajter spojrzał na swego przełożonego z wyrzutem i odpowiedział:
— Gdyby pan wiedział, panie wachmajster, czego pan wczoraj nie wygadywał! Jakie rozmowy pan z nim prowadził!
Nachylając się nad uchem wachmistrza szeptał:
— Mówił pan, że wszyscy Czesi i Rosjanie to jedna krew słowiańska, że Mikołaj Mikołajewicz na przyszły tydzień będzie w Przerovie, że Austria się nie utrzyma, żeby się tylko wszystkiego wypierał przy dalszym badaniu i żeby plótł piąte przez dziesiąte, to się utrzyma tak długo, dopóki nie uwolnią go Kozacy. Bo już niedługo to wszystko weźmie w łeb i będzie tak jak za czasów wojen husyckich, chłopi pójdą z cepami na Wiedeń. Że cesarz jest schorzały dziadyga, że rychło patrzeć, trzaśnie kopytami, że cesarz Wilhelm jest zwierzę, że temu aresztowanemu będzie pan posyłał pieniądze do więzienia, żeby nie zaznał biedy, i dużo innych podobnych rzeczy...