— E, kto by tam był zwracał uwagę na takie drobnostki — odpowiedział Vodiczka. — Zrobiliśmy swoje, a o resztę nie kłopotaliśmy się. Tam w Serbii takie sprawy były bardzo łatwe, bo co dzień ktoś znikał, a trupów nawet już z Driny nie wyławiali. Spuchnięte zwłoki Serba płynęły obok zwłok naszych żołnierzy na falach Driny do Dunaju, a było tego tyle, że niektórzy niedoświadczeni dostawali na ten widok gorączki.
— Trzeba im było dać chininy — rzekł Szwejk.
Weszli właśnie do baraku, w którym mieściły się kancelarie sądu dywizyjnego, i patrol zaprowadził ich natychmiast do kancelarii numer 8, gdzie za długim stołem, zawalonym mnóstwem papierów, siedział audytor Ruller.
Pod ręką miał jakiś tom kodeksu karnego, a na nim stała nie dopita szklanka herbaty. Po prawej stronie stołu stał krucyfiks z imitowanej kości słoniowej z zakurzonym Chrystusem, który rozpaczliwie spoglądał na postument swego krzyża zanieczyszczony popiołem i niedopałkami papierosów.
Audytor Ruller ku większemu cierpieniu Ukrzyżowanego strzepywał właśnie popiół z papierosa na postument krzyża, a drugą ręką podnosił szklankę z herbatą, przylepioną do okładki kodeksu.
Oderwawszy szklankę od kodeksu, nadal przewracał kartki w książce wypożyczonej z biblioteki kasyna oficerskiego.
Była to książka Fr. S. Krausego z obiecującym nagłówkiem: Forschungen zur Entwicklungsgeschichte der geschlechtlichen Moral.
Zapatrzywszy się na naiwne rysunki męskich i żeńskich genitaliów z dostosowanymi wierszykami, które odkrył uczony Fr. S. Kraus w wychodkach Dworca Zachodniego w Berlinie, audytor nie zwrócił uwagi na przybyłych.
Dopiero znaczący kaszel Vodiczki wyrwał go z głębokiej zadumy, która towarzyszyła obserwacji zdobyczy nauki.
— Was geht los? — zapytał przerzucając dalej kartki i szukając dalszego ciągu naiwnych rysuneczków, szkiców i wierszyków.