— Ma iść do magazynu i fasować konserwy dla kompanii.

— Nareszcie przestaliście się bałwanić. Ja tymczasem zatelefonuję do Vańka do kancelarii pułkowej, żeby poszedł także do magazynu i przejął fasunek. Gdyby tymczasem powrócił do baraku, to niech wszystko rzuca i biegiem pędzi do magazynu. A teraz zawieście słuchawkę.

Szwejk przez dość długą chwilę daremnie szukał nie tylko plutonowego Fuchsa, ale i innych podoficerów. Byli w kuchni, ogryzali kości i bawili się widokiem Balouna przywiązanego do słupka. Stał mocno na ziemi na całych stopach, bo się nad nim zlitowali i pofolgowali mu trochę, ale przedstawiał widok interesujący z innej przyczyny. Jeden z kucharzy przyniósł mu żebro z mięsem i wsunął mu je w usta, a spętany olbrzym Baloun, nie mogąc manipulować rękoma, ostrożnie przesuwał kość w ustach przy pomocy warg i zębów i ogryzał resztki mięsa z wyrazem dzikusa.

— Któż z was będzie tutaj plutonowy Fuchs? — zapytał Szwejk doszukawszy się wreszcie podoficerów.

Plutonowy Fuchs nawet nie odpowiedział widząc, że pyta o niego zwyczajny szeregowiec.

— Mówię po dobremu — powtórzył Szwejk — który z was jest plutonowy Fuchs? Czy długo jeszcze będę pytał?

Plutonowy Fuchs wstał i zaczął wymyślać na różne sposoby, że on nie żaden plutonowy, ale pan plutonowy, że się nie mówi: „Gdzie jest plutonowy?” Ale mówi się: „Posłusznie melduję, gdzie jest pan plutonowy?” Gdy w jego plutonie ktoś nie powie: „Ich melde gehorsam”, to dostaje w pysk.

— Nie tak prędko — rzekł z namaszczeniem Szwejk. — Rypaj pan w te pędy do baraku, bierz pan dziesięciu chłopa i leć pan z nimi laufszrytem do magazynu fasować konserwy.

Plutonowy Fuchs był tak zaskoczony, że zdobył się tylko na i pytanie:

— Co?