Na samo wspomnienie o tym roześmiał się i machnął ręką.
Gdy później powrócił do kancelarii 11 kompanii marszowej, zastał Szwejka siedzącego przy telefonie.
— Kształt to niebyt, a niebyt to kształt — rzekł i w ubraniu zwalił się na pryczę. Usnął natychmiast.
Szwejk siedział dalej przy telefonie, ponieważ przed dwiema godzinami rozmawiał z nim porucznik Lukasz, że jeszcze ciągle jest na konferencji u pana pułkownika, a zapomniał mu powiedzieć, że może odejść od telefonu.
Następnie rozmawiał z nim przez telefon plutonowy Fuchs, który przez cały czas czekał razem z dziesięciu szeregowcami na przybycie feldfebla rachuby, ale czekał na próżno. Wreszcie zauważył, że skład jest zamknięty.
Wreszcie oddalił się dokądś, a szeregowcy jeden po drugim także się porozłazili.
Czasem zabawiał się Szwejk tym, że brał słuchawkę i przysłuchiwał się rozmowom. W kancelarii znajdował się telefon jakiegoś nowego systemu, który właśnie zaprowadzono w armii, a miał to do siebie, że na całej linii można było słyszeć prowadzone rozmowy.
Tabory kłóciły się z artylerią, saperzy odgrażali się poczcie polowej, strzelnica wojskowa warczała na oddział karabinów maszynowych.
A Szwejk wciąż siedział przy telefonie...
Konferencja u pułkownika trwała bardzo długo.