się poprawiła albo nie chciała tak skutecznie

czyć, jakby sobie życzyły,

nic nie było dla młodego Krzyczki...

Podniósłszy oczy znad świstka Szwejk bezwiednie spojrzał ku wyjściu z latryny i zdziwił się. W pełnej gali stał tam wczorajszy pan generał ze swoim adiutantem, zaś obok nich wyprostowany podporucznik Dub gorliwie im coś tłumaczył.

Szwejk rozejrzał się dokoła siebie. Wszyscy siedzieli spokojnie nad rowami i tylko szarże stały jak skostniałe, bez ruchu.

Szwejk zrozumiał powagę sytuacji.

Zerwał się tak, jak był, ze spuszczonymi spodniami, z rzemiennym pasem na karku, szybko użył papieru, który trzymał w ręku, i wrzasnął:

Einstellen! Auf! Habtacht! Rechtsschaut!

I zasalutował. Dwa długie rzędy żołnierzy ze spuszczonymi spodniami i z rzemiennymi pasami na karkach stanęły nad latrynami.

Generał uśmiechnął się uprzejmie i rzekł: