dobrze nic nie będę rzucać mięsa

na rynek kartek na przemiał głowy na tory serca na pożarcie panzernym brykietom ognia

jestem umiarkowany jak ubek i jak ubikacja wierny przesądom

mój język zostanie pokaleczony będę owijał głową bandażem elastycznym

(co słowo tysiąc wersów)

pokornie pokornie w końcu nie posunąłem się ciągle o krok

zaparzam herbatę w szklance kalkuluję samochód

nieuchwytne choć ociera się o szyję nie może przeciąć skóry i głowa

trzyma się ciągle prosto

niech opadnie ta głowa i głos mi się podniesie do stanu krzyku