we włosowatych naczyniach wygładzone na głód uśmiechy
gdyby ich wata nasiąkła pożywnym bulionem krwi może
zaostrzyłyby się na noże i widelce
garb jest pusty
epilog:
salwujący się świstem twarzy w ścisk matek mam
zawsze ten sam senny śmiechu arsenał łask
arszenik zamkniętych oczu
refleksy białych nocy na szkle rżniętym w doskonałą
przezroczystość