Potworze, gromów nieba po sto razy godny,
Zbójów, z których świat czyszczę, odpadku wyrodny,
Ty, którego chuć sprosna, w kazirodczym szale,
Ojca własnego łoże chce splamić zuchwale,
Ty śmiesz mi jawić swoje obłudne spojrzenie!
W tym miejscu, co twe niecne widziało płomienie!
I nie spieszysz co rychlej szukać, na kraj świata,
Siedzib, gdzie o Tezeju i wieść nie dolata?
Precz, zdrajco! Mej wściekłości nie chciej stawić czoła;
Nie kuś gniewu, co ledwie powściągnąć się zdoła;