Kryłam się przed dniem białym, unikałam słońca,

Do boga śmierci jenom śmiała zwracać modły;

Czekałam chwili, w której dech wyzionę podły.

Gorzkimi łzy się pojąc i żółcią karmiona,

Jeszcze w męczarni swojej zbyt pilnie strzeżona,

Oczu nawet do syta w łzach obmyć nie śmiałam;

Z drżeniem się tą rozkoszą gorzką napawałam

I pod czołem pogodnym kryjąc wszystkie bole,

Nawet zapłakać na mą nie mogłam niedolę.

ENONA