Wzdłuż wybrzeża powozisz swój rydwan wspaniały,

Albo, w Neptuna sztuce zarówno uczony,

Wędzidłem pęd rumaka miarkujesz szalony;

Mniej często krzyków naszych gwar potrząsa knieją;

Twe oczy jakimś blaskiem tajemnym goreją;

Ty kochasz, płoniesz cały; tak, panie, to jasne;

Ty cierpisz, sam przed sobą czucia kłamiąc własne.

Czy Arycji tak słodkie uwiodły cię lica?

HIPOLIT

Teramenie, odjeżdżam, by szukać rodzica.