Twoje by dłonie nitką nieszczęsną zbroiła...
Lecz nie: tego sposobu pierwsza bym się jęła;
Wpierw jeszcze by tą myślą miłość mnie natchnęła;
Moja to dłoń pomocna, książę, twoje kroki
Przez labiryntu zdradne powiodłaby mroki.
Do czegóż nie popchnęłyby mnie te powaby!
Nie dość by twej kochance było nici słabej;
Jak wierna towarzyszka, w niebezpieczeństw dobie,
Sama poszłabym naprzód, przed tobą, przy tobie
I w złowrogi labirynt obok ciebie zbiegła,