Główny zarzut, jaki Russo stawia organizacji władzy wykonawczej w Polsce, to jej podział na poszczególne części, wzajem ze sobą niezwiązane. Każdy z ministrów z chwilą swej nominacji staje się zupełnym, nieusuwalnym tyranem w obrębie swojego resortu, od nikogo niezależnym, przez nikogo niekontrolowanym. Stąd z jednej strony brak harmonii pomiędzy czynnikami sprawującym rząd, z drugiej gwałty i nadużycia, dokonywane przez naczelnych urzędników. Dlatego Russo radzi złożyć pełnię władzy wykonawczej w jednym ciele kolegialnym: w senacie, który by zapewnił konieczne współdziałanie pomiędzy poszczególnymi częściami zarządu i nadawał jednolitość kierownictwu państwem.
Możliwym zakusom uzurpacji ze strony senatu ma przeciwdziałać nadzór nad nim sejmu, przejawiający się w składzie senatu. Mianowicie senat składa się w połowie z członków dożywotnich, w połowie z czasowych. Pierwszych, w liczbie 89, wybierają w części sejmiki (wojewodów i kasztelanów), w części mianuje król (biskupów). Drugich wybiera sejm na przeciąg dwóch lat spośród swych członków i właśnie oni mieliby za zadanie przeciwważyć owe zgubne tendencje senatu. Tak złożony senat rządzi w kolegiach, w skład których wchodzą w połowie dożywotni, w połowie czasowi senatorowie, w kolegiach, które kolejno w periodycznych60 odstępach czasu wykonywały władzę.
Ten senat miałby stanowisko samodzielne — sam kierowałby polityką państwa i sam w powierzonym sobie zakresie decydował. Wynika to nie tylko z ogólnych poglądów Russa na rząd. Także żądanie ścisłego rozgraniczenia kompetencji sejmu i senatu, oparte na odrębnej naturze aktów ustawodawczych i wykonawczych, żądanie nieczęstych i krótkich okresów sejmowania, organizacja wreszcie senatu, który jest ciałem jednolitym, nie podzielonym na specjalne departamenty, a więc nie czysto wykonawczym, wskazuje, że musi on być wyposażony w możność decydowania i kierowania. Ponadto przyznaje mu Russo prawo samoistnego regulowania swoich wewnętrznych urządzeń, tudzież prawo inicjatywy ustawodawczej i zwoływania sejmów nadzwyczajnych. O odpowiedzialności senatu przed sejmem nie wspomina. W jej miejsce wprowadza aprobatę sejmu dla czasowych członków senatu po upływie okresu ich urzędowania, jako warunek ponownego wyboru tudzież dostąpienia godności kasztelana, dla dożywotnich zaś dostateczny hamulec widzi w otworzeniu im drogi do tronu, o ile postępowaniem swoim sobie nań zasłużą.
Obok senatu zachowuje Russo także ministrów dożywotnich: hetmanów i podskarbich mianuje król na podstawie prezenty61 ze strony sejmu, kanclerza wedle własnego uznania. Nie wiadomo, jaki jest stosunek tych ministrów do senatu, z wyjątkiem kanclerza, bo ten jest sędzią najwyższym w zastępstwie króla, od senatu więc jest niezależny. Prawdopodobnie są oni tylko wykonawcami poleceń i decyzji senatu. Nie określono jednak, w jakim stopniu są przed senatem odpowiedzialni.
Na czele rządu stoi król. Jest on dożywotnim, najwyższym zarządcą praw. Russo utrzymuje elekcję króla. Elekcja leży w duchu całego jego systemu: wszyscy członkowie rządu powinni, według niego, pochodzić z wyboru. Ponadto elekcyjność tronu jest najwalniejszą tamą przed zakusami absolutystycznymi. Utrzymując elekcję, stara się jednak wynaleźć taki sposób postępowania, który by pozwolił uwolnić Polskę od jej stron ujemnych: intryg cudzoziemskich, zamieszek wewnętrznych, wstrząsów i przekupstwa. Rozwiązanie znajduje w następującym unormowaniu elekcji: sejm elekcyjny (a więc nie ogół szlachty) wybiera trzech kandydatów spośród senatorów-wojewodów, a między nimi rozstrzyga los.
Russo nie chce, by król był tylko manekinem, zajmującym próżne miejsce. Tak duże państwo, jak Polska, potrzebuje króla. Nie może to być tylko tytuł bez żadnej treści. Trzeba przyznać królowi pewną władzę, ale równocześnie odjąć mu możność nie tylko przywłaszczenia sobie większej władzy, ale i przekupywania. Dlatego należy ograniczyć jego władzę rozdawniczą, powierzając wybór członków senatu sejmikom i sejmowi oraz przyznając sejmowi prawo prezenty na inne stanowiska. Dlatego także władzę rządową należy oddać senatowi, a królowi zostawić tylko przewodnictwo w senacie. Na tym stanowisku będzie mógł jednak rozwinąć pożyteczną działalność. Pomijając możność rozstrzygania w razie równego podziału głosów w senacie, król będzie jedynym stałym czynnikiem wśród ustawicznego przypływu i odpływu innych członków senatu, czynnikiem dożywotnim i nieodpowiedzialnym, któremu nie będzie można wypowiedzieć posłuszeństwa. Będzie miał prawo zwoływania sejmów nadzwyczajnych; będzie więc mógł pozyskać sobie odpowiedni autorytet, wywierać stanowczy wpływ na decyzję właściwych kierowników polityki państwowej i nadzorować całe funkcjonowanie maszyny państwowej, chociaż będzie miał niewiele władzy rzeczywistej.
Ale urząd królewski można wyzyskać także w celu stworzenia przeciwwagi dla senatu. Należy wyodrębnić te kierunki władzy rządowej, które bez szkody dla jednolitości działania rządu mogą być wyjęte spod kompetencji senatu, i powierzyć je wyłącznie królowi, jako jego własną dziedzinę. Dlatego Russo wyłącznie królowi oddaje najwyższe sądownictwo i naczelne dowództwo podczas wojny.
W ustawodawstwie król przestaje odgrywać rolę stanu, tzn. czynnika, którego zgoda jest niezbędna dla dojścia do skutku każdej ustawy. Przewodniczy on tylko sejmowi i ma tylko jeden głos w sejmie, tak jak każdy inny wybraniec narodu.
Tak przedstawia się organizacja rządu w projekcie Russa. Główną wadę tego projektu stanowi ogromna liczba członków rządu: 89 dożywotnich i 89 czasowych. Albo więc kolegia rządzące musiałyby być nadmiernie liczne, albo też musiałyby się bardzo często zmieniać. W pierwszym wypadku można wątpić, czy miałyby potrzebną energię i sprężystość; w drugim — czy byłyby zdolne do utrzymania koniecznej jednolitości zasad i poczynań rządowych, pomimo stałego w nich czynnika: króla. Drugą wadą jest dożywotniość ministrów i nieokreślenie stopnia odpowiedzialności ich przed senatem. Ministrowie przez sejm mianowani i dożywotni mieliby jeszcze większą samodzielność niż przedtem, i cała reforma chybiłaby celu. Konsekwentniej już może i dokładniej opracował problem organizacji rządu Mably, choć i jego projekt wykazuje luki właśnie także w punkcie stosunku senatu do ministrów.
Projekt nakreślony w Uwagach przywodzi na pamięć w głównych swych zarysach budowę Rady Nieustającej, utworzonej przez sejm delegacyjny 1775 roku, a stanowiącej główną reformę, na jaką się zdobyła Polska przed Konstytucją 3 maja. Rada Nieustająca również była ciałem kolegialnym, wspólnym dla obu państw, Korony i Litwy, wyposażonym w najwyższą władzę rządową. I ona pochodziła z wyboru, dokonywanego przez sejm co dwa lata odnośnie do 2/3 jej składu. I w jej skład wchodzili senatorowie oraz przedstawiciele stanu rycerskiego, a król przewodniczył. I ona była ciałem jednolitym, bo istniejące przy niej departamenty, z członków jej złożone, miały jedynie pomocniczy charakter, przygotowywały tylko materiał dla obrad i wnioski dla uchwał pełnej Rady. (W takiej organizacji przedstawia się Rada identycznie z senatem Mably’ego). Wreszcie Rada, podobnie jak senat Russa, miała pierwotnie małą stosunkowo władzę nad nominalnie jej podlegającymi ministrami i czterema jurysdykcjami: mogła tylko udzielać napomnień i pozywać przed sąd sejmowy, a dopiero w 1776 r. otrzymała prawo zawieszania w urzędzie.