Ale jak mógł Russo widzieć w ustroju Polski ustrój najbardziej zbliżony do swego ideału, skoro przecież Rzeczpospolita była wyłącznie republiką szlachecką? Tylko przywilej stanowił o tym, czy ktoś mógł w niej korzystać z dobrodziejstw wolności i równości, czy ktoś był w niej naprawdę obywatelem. Cała masa ludności nie miała żadnych praw politycznych, a w przeważającej części pozostawała nawet w stanie zbliżonym do niewoli. Russo nie zapomina o tym. W tym wypadku nie zaszło nawet u niego złudzenie perspektywy, spowodowane idealizacją ustroju Polski, jak to mu się zdarzyło w stosunku do Genewy, gdzie nie dostrzegł, że prawa polityczne przysługują tylko 1500 obywateli i mieszczan na ogólną liczbę 26 000 ludności. Poniżenie mieszczan polskich i chłopów uważa za barbarzyństwo, gwałcące najświętsze prawa natury. Konieczność zmiany tego stanu uważa za rzecz, która jest sama przez się zrozumiała, nie tylko ze względów teoretycznych, ale wprost praktycznych: inaczej Polska nigdy nie będzie silna. Ale wie, że takiego przewrotu nie można dokonać od razu, że trzeba go dobrze przygotować i przeprowadzać krok za krokiem. I w tym przedmiocie rozwija plan istotnie mądry, stanowiący najcenniejszą wartość jego rad, plan, w którym tryumfuje jego zmysł polityczny.

Co do mieszczan, opiera go na zasadzie powolnej nobilitacji55, w zasadzie stosowanej za panowania Stanisława Augusta, a przyjętej w końcu przez Sejm Czteroletni w jego program społeczny. Co do chłopów, przepisuje jeszcze powolniejszą drogę i kreśli jej szczegółowe etapy. Przede wszystkim należy wziąć chłopów pod opiekę prawa, następnie obdarzać osobistą wolnością — na razie jednostki zasługujące na to, później wsie całe, przy czym panom należy przyznawać odszkodowanie w formie jakichś korzyści. Gdy już będą w Polsce wsie o wolnej ludności, trzeba nadawać im samorząd gminny, by wdrożyć włościan do sprawowania funkcji publicznych. Potem dopiero będzie można dopuścić na sejmiki przedstawicieli chłopskich.

Choć więc Russo pozornie zachowuje organizację stanową, choć utrzymuje wyłączność przywilejów szlacheckich, w istocie dąży przecież do zrównania wszystkich pod względem prawnym. Obiera jednak drogę nie zniesienia przywilejów i raptownego burzenia istniejącego porządku społecznego, ale nadania tych przywilejów całej ludności, stopniowego rozciągnięcia szlachectwa na całą ludność Rzeczypospolitej. Dlatego odrzuca myśl Mably’ego, która w Polsce nawet w konstytucjach sejmów z samego początku panowania Stanisława Augusta znalazła wyraz, by wyłączyć szlachtę nieosiadłą od udziału w sejmikach. Dla Russa byłoby to cofnięciem się wstecz. Ale i tutaj wysuwa lepszy projekt. Cenzusu56 nie powinno się opierać na majątku, ale na wykształceniu: niechaj warunkiem nabycia prawa do uczestniczenia w sejmiku będzie złożenie egzaminu z praw obowiązujących w Polsce. W dążności swojej do zrównania ludności nie przeocza także różnic — nie prawnych co prawda — dzielących szlachtę od możnowładców. W celu zmniejszenia ich ile możności, domaga się zniesienia majoratów57 i powiernictw58, widząc w nich główną podporę ustalania się nierówności majątkowej.

W zetknięciu z Polską Russo nie przestał zatem być demokratą-egalitarystą: okazał się tylko zwolennikiem metod ewolucyjnych, nie rewolucyjnych. Nie odstępuje od swych zasad, ale tylko szuka możliwie najlepszego sposobu wcielenia ich w życie. A sam fakt istnienia stanowego ustroju w Polsce nie musiał mu jeszcze zasłaniać istotnych idei kierowniczych ustroju politycznego; mógł mimo to uznać, że plan budowli jest dobry, i chcieć tylko budowlę rozszerzyć, zachowując te same proporcje.

Jakież są rady Russa dla Polski względem jej politycznego ustroju?

Reforma, według niego, powinna iść w dwóch kierunkach: podniesienia znaczenia legislatywy i reorganizacji rządu.

Russo, w Umowie bezwzględny przeciwnik parlamentaryzmu, przyjmuje w Uwagach konieczność powierzenia ustawodawstwa reprezentantom narodu, zebranym w sejmie. Zdaje sobie sprawę z tego, że Polska jest wielkim państwem, a w wielkim państwie nie jest rzeczą możliwą, by władza ustawodawcza działała bezpośrednio. Musi działać przez pełnomocników. Jak pogodzić tę praktyczną konieczność z teoretycznym warunkiem prawności ustaw, który żąda osobistego udziału każdego obywatela w ich uchwalaniu? W tym punkcie nie rozwinął Russo większej pomysłowości. Nie pomyślał ani o referendum, które może zresztą w XVIII wieku nie dałoby się zastosować na tak ogromnym obszarze, ani o prawie veta przynajmniej dla sejmików (jak to w konsekwentnym rozwinięciu idei Russa stanowiła konstytucja jakobińska z 1793 r.). Wyraźnie sprzeciwia się przekazaniu sejmikom części ustawodawstwa: ustawodawstwo musi być wspólne, na całym obszarze Rzeczypospolitej jednolite. Odrzuca więc autonomię prowincjonalną i stoi na gruncie zupełnego scentralizowania władzy prawodawczej. Zadowolił się żądaniem krótkości okresów legislacyjnych, tak by wybory odbywały się co dwa lata, tudzież zachowaniem instrukcji poselskich. Ale instrukcje te nie wiążą posłów bezwzględnie: głos ich oddany wbrew instrukcji jest ważny. Stanowią one tylko tytuł odpowiedzialności karnej posłów wobec sejmików. — W tych punktach utrzymał jedynie istniejące prawo. Najważniejszą zmianą proponowaną przez Russa w organizacji sejmu jest jednoizbowość. Zatrzymuje wprawdzie senat, ale przyznaje mu atrybucje59 zupełnie różne od tych, które miał w Polsce, i odmawia mu jakiegokolwiek udziału w ustawodawstwie.

Przede wszystkim zaś żąda zniesienia liberum veto. Nazywa je najniebezpieczniejszym z nadużyć, prawem zgubnym, absurdalnym. Jest ono głównym powodem upadku autorytetu sejmu; zbrodniczym jednostkom dało możność tyranizowania władzy zwierzchniczej i unieszczęśliwiania całego narodu; ułatwia królom rozwiązywanie sejmów i udaremnianie uchwał dla siebie niedogodnych; jest najpodatniejszym narzędziem przemocy; prowadzi do przekupstwa posłów. Dopóki ono istnieje, nie można myśleć o przywróceniu spokoju ani porządku — musi się je znieść bezwzględnie. Przemawiając do Polaków, z których wielu jeszcze uważało veto za „źrenicę wolności”, stara się Russo swą ostrą krytykę ubrać w łagodniejszą formę. Przyznaje nawet, że liberum veto samo w sobie nie jest złem: samo w sobie, tzn. jako zasada jednomyślności, ale także jako zasada oderwana od okoliczności, w jakich się ją stosuje. Dla Russa zasada większości jest tylko z konieczności przyjętym kryterium woli powszechnej, niedoskonałym środkiem jej ustalania, przypuszczeniem — niczym więcej. Pewność, że uchwała istotnie pokrywa się z wolą powszechną, może dać tylko jednomyślny wynik głosowania; wówczas wola powszechna byłaby zgodna z wolą wszystkich, co można by osiągnąć tylko przy idealnej cnocie wszystkich głosujących. Jednomyślność jest zatem ideałem, do którego zrealizowania powinno się dążyć, ale którego osiągnięcie w stosunkach ludzkich jest prawie niemożliwe. Dlatego nie można stawiać jednomyślności jako zasady prawa pozytywnego. Gdyby taka zasada obowiązywała, musiałaby między ludźmi takimi, jacy istnieją w rzeczywistości, doprowadzić do najgorszych nadużyć.

Powyższe odezwanie się Russa o liberum veto przedstawia więc w świetle ogółu jego poglądów tylko to znaczenie: jednomyślność nie jest prawem abstrakcyjnie złym. W Uwagach nie zrywa on ze stawianą stale przez siebie zasadą prawomocności uchwał większości, jest z nią zupełnie w zgodzie i jasno stawia żądanie zniesienia liberum veto. Robi tylko jedno ustępstwo pozorne: zgadza się na to, by prawa w istocie swojej kardynalne mogły być zmieniane jedynie w drodze jednomyślnej uchwały. Zgadza się na to, by uczynić zadość przywiązaniu Polaków do veta, ale także i dlatego, by uchronić konstytucję od ciągłych zmian, by ją możliwie utrwalić. W tym celu użył środka, który zdawał mu się odpowiadać duchowi narodu i jego przeszłości. Sam cel powszechnie uznany i bronić go nie potrzeba: każda konstytucja stara się utrudnić rewizję swych ustaw.

W dalszym ciągu uwag o sejmie radzi Russo utrzymać sejm sześciotygodniowy, zbierający się raz na dwa lata. Sesje nie potrzebują być w zasadzie ani częstsze ani dłuższe — bo w ogóle należy dążyć do ograniczenia ilości praw, bo sejm prócz uchwalania ustaw nic innego załatwiać nie powinien, bo wreszcie w senacie ma stałych przedstawicieli swej myśli. Zresztą może sejm mocą własnej uchwały przedłużać czas swego obradowania, a w razie potrzeby może być zwołany sejm nadzwyczajny. W końcu żąda Russo ściślejszego niż dotychczas rozróżnienia pomiędzy sprawami ustawodawczymi a wykonawczymi i odebrania tych ostatnich sejmowi, tudzież domaga się ujednostajnienia i skodyfikowania praw polskich.