Mroki zasłaniają nawet datę powstania utworu. Rękopis własnoręczny Russa, znajdujący się w Bibliotece Muzeum Książąt Czartoryskich w Krakowie, nie daje w tym względzie żadnych wskazówek. Również rękopis z Neufchâtel. Pierwsze wydanie z 1782 r. podaje w tytule datę: kwiecień 1772. Tę samą datę wskazywał rękopis należący do Mirabeau, sądząc według tytułu zamieszczonego w katalogu sprzedaży książek po nim pozostałych47. Również Grimm wspomina w swej Korespondencji (styczeń 1773), że „dzieło o Polsce zostało napisane w kwietniu 1772”. Datę tę podano jednak w wątpliwość. Prof. Askenazy48 przesuwa ją na wrzesień 1772 r., opierając się na wzmiance w tekście, że naród szwedzki nie jest już wolny. Prof. Konopczyński49 cofa datę do czerwca 1771, starając się hipotezę swą oprzeć na dowodach czerpanych z tekstu i ówczesnej sytuacji politycznej. Ale dowody te nie są stanowcze i nie tłumaczą wcale, dlaczego w najbliższych Russowi czasach przyjęło się mniemanie, że Uwagi powstały w kwietniu 1772 r., dlaczego najbliżsi i dozgonni przyjaciele Russa, Moultou i du Peyrou, pierwsi wydawcy Uwag, działający w porozumieniu z Wielhorskim, tę właśnie datę w tytule umieścili, dlaczego wreszcie Grimm tę datę podaje? A tych faktów nie można bagatelizować.

W niepewności, gdy brak dokumentów i wyznania samego autora, trzeba wziąć za podstawę świadectwo najbliższych mu i współczesnych. Podają kwiecień 1772 r. — i ten punkt należy przyjąć za stały. Pewny także jest sześciomiesięczny okres opracowywania dzieła. Można okres ten dodać do kwietnia i otrzymać wrzesień jako datę ukończenia, a tę hipotezę poprze dość wątły „szwedzki” argument. Można cofnąć się od kwietnia do listopada 1771 r., jako daty rozpoczęcia pracy, a tę hipotezę poprze większe prawdopodobieństwo obmyślania projektu reformy w czasie, kiedy konfederacja mogła jeszcze mieć pewne nadzieje zwycięstwa.

Podobnie jak data powstania Uwag niejasna jest również kwestia motywów, którymi kierował się Russo, podejmując się przedstawić swoje poglądy na ustrój Polski. Co mogło do tego skłonić sześćdziesięcioletniego starca, dręczonego manią prześladowczą, podejrzliwego, dobrowolnie osamotnionego, który już od ośmiu lat wycofał się zupełnie z czynnego życia literackiego i spisywał tylko pamiętniki, mające oczyścić wobec potomności jego pamięć zohydzoną przez wrogów? Z dwóch listów do Wielhorskiego, ogłoszonych przez prof. Askenazego, wynika, że podjął się nałożonego nań zadania pod warunkiem największej tajemnicy, że projektu swego nie przeznaczał do druku, że oddał go Wielhorskiemu wyłącznie tylko dla użytku jego samego. Pomimo więc, że zaszczytna rola prawodawcy wielkiego narodu mogła pochlebiać jego próżności, nie oczekiwał on po swej pracy rozgłosu ani osobistej chluby. Moment materialnego zysku należy z góry wykluczyć: pieniądze nigdy nie były czynnikiem, który by mógł pobudzić Russa do twórczości. — Prof. Konopczyński, a po nim prof. Kot50, porównywając tekst Uwag z traktatem Mably’ego, doszli do przekonania, że Russo niewątpliwie znał to ostatnie pismo i że w wielu ustępach z Mablym polemizuje. Cenne to odkrycie nie upoważnia jednak do wyciągnięcia wniosku, że chęć zmierzenia się z Mablym była dla Russa głównym bodźcem przy pisaniu Uwag. W r. 1772 nie brał on żadnego udziału w życiu literackim. Nawet wprost, osobiście zaczepiany, nie odpowiadał i nie wdawał się w polemiki publiczne. Zresztą ani stosunek dotychczasowy Russa do Mably’ego, ani ton, w jakim z nim polemizuje, nie dają podstawy do takiego przypuszczenia. Jeżeli praca Mably’ego odegrała rolę w formalnej genezie Uwag, to nie przez pobudzenie ambicji Russa do starcia się z rywalem, ale przez to, że wiele z rad Mably’ego uważał za niedostateczne, a nieraz nawet za szkodliwe, i że chciał, przedstawiając własne poglądy, poddać sympatycznemu dla siebie narodowi pomysł takich reform, które by go mogły z matni wyprowadzić, a równocześnie nie naruszały tego, co Russo właśnie cenił w nim i podziwiał.

Powstanie Uwag należy zatem przypisać raczej czysto idealnym pobudkom. Russo żywił wobec Polaków szczerą przyjaźń. Podziwiał ich patriotyzm i dzielność, uważał ich za jedyny naród w Europie zdolny do bohaterskich poświęceń za wolność i ojczyznę. Kiedy cała Europa gardziła Polską jako państwem biednym, bez wojska, zgangrenowanym anarchią, z którym nikt się liczyć nie potrzebuje, którego prawa udzielne każdy może bezkarnie deptać i które łatwo zagarnie każdy, kto tylko zechce rękę po nie wyciągnąć, kiedy Voltaire51, Diderot, d’Alembert, Grimm, szyderstwa tylko mieli dla Polski, a uwielbienie dla polityki gwałtu i wiarołomstwa Katarzyny i Fryderyka, na których żołdzie zostawali — jeden Russo, w swym etycznym światopoglądzie wysuwający na pierwszy plan dobra moralne, cnotę, i uważający je za najwyższe ludzkie wartości, umiał nie tylko zdobyć się na współczucie dla Polski w jej ciężkich nieszczęściach, ale nawet odkryć w jej charakterze i instytucjach takie zalety, które kazały mu ją podziwiać i przyczynić się w miarę możności do pogłębienia i rozwinięcia tych zalet. To właśnie, co współczesnych skłaniało do wzruszania ramionami nad Polakami, wydało się Russowi godne podziwu, dodatnio wyróżniającym Polskę spośród innych narodów.

Ponuro bowiem przedstawiał mu się stan współczesnej Europy i zgrozą przejmował jego duszę: rządy egoistyczne, chciwe, bezmyślne, tyrańskie, gwałcące najświętsze prawa poddanych; ludność upodlona niewolą, zdeprawowana zbytkiem, filozofią, rozpustą, myśląca tylko o pieniądzu i użyciu. Wszystkie te na pozór tak świetne państwa biegną szybko do ruiny. A raczej trudno w ogóle mówić o państwach tam, gdzie jedyną siłą spajającą ludzi jest przymus i gdzie nie ma obywateli, a są tylko zgangrenowani kosmopolici.

Na tym tle Polska przedstawiła się w wyobraźni Russa jako naród, który ze wszystkich europejskich zachował najwięcej własnych rysów. A rysy te zdawały się przypominać dawno wszędzie gdzie indziej zatracony kształt — starożytnych dusz. Naród dziwny, co nie filozofuje, lecz kocha ojczyznę, a w niej przede wszystkim wolność; co umie ojczyzny tej bronić, dzielnie i z poświęceniem walczyć za nią z przemocą i tyranią; co mimo tylowiekowego istnienia nie ugrzązł w materializmie, zachował ogień młodości dla rzeczy wzniosłych, oraz krzepką energią, pozwalającą mu przemyśliwać w najniepomyślniejszych warunkach o sposobach zachowania wolności i ważyć się na reformę. Ten dodatni pogląd na Polskę podsunął mu zapewne Wielhorski. Ziarno rzucone przez Wielhorskiego nie przyjęło się na gruncie suchej i sceptycznej duszy Mably’ego, ale gorące tchnienie wyobraźni Russa rozwinęło zasiew w twór wspaniały, wyrosły według antycznej miary. Ten ambasador ducha starożytnej cnoty rzymskiej w Europie XVIII wieku ujrzał w Polakach społeczeństwo cnotą żyjące, cudem w nowożytne przeniesione czasy, a w konfederatach barskich prawych następców starodawnych bohaterów. W tym, co mu Wielhorski o Polsce mówił, znalazł ponętną kanwę dla optymistycznego kierunku swej wyobraźni. Bo lubił marzyć o ludzkości lepszej niż ta, którą oglądał dookoła. Wizje wolności i cnoty dawały mu dreszcz szczęścia. I z tych marzeń układał książki.

Przejęty entuzjazmem dla zalet moralnych Polaków, z góry już nie mógł zupełnie odrzucić i ustroju ich państwa. Przecież ta konstytucja, tak ośmieszona przez różnych mędrków, zrobiła Polaków tym, czym są. A gdy zapoznał się z nią bliżej, spostrzegł, że jej zasady odpowiadają jego własnym postulatom prawno-politycznym. Rzeczpospolita, w której naród był najwyższym zwierzchnikiem, której kardynalną zasadą była równość wszystkich członków, w której wolność za najcenniejszy klejnot uważano, której rząd wreszcie, podporządkowany legislatywie, aczkolwiek był słaby, spełniał jednak drugi postulat stawiany przez Russa organizacji rządu, tj. niemożność osiągnięcia uzurpacji władzy zwierzchniej — ta Rzeczpospolita odpowiadała swym ustrojem Russowym kryteriom prawności.

Samych zasad ustroju Polski, tych idei fundamentalnych, na których cały gmach państwa i teoretycznie spoczywał, Russo nie mógł chcieć reformować. Anarchię w Polsce panującą widział, ale winę jej przypisywał nie samym podstawom panującego tam ustroju, lecz wypaczeniom, łatwiejszym o wiele do sprostowania, tudzież różnym pasożytniczym instytucjom, nieleżącym w istocie ustroju, a zjadającym zdrowy zresztą52 organizm Polski. To jest główne źródło konserwatyzmu Russa, tak uderzającego w Uwagach.

Ale nie jedyne. Konserwatyzm ten ma głębszy podkład w samej naturze umysłowości Russa. Na dowód można przytoczyć mnóstwo ustępów z dzieł jego. Na przykład w Umowie społecznej mówi: „...zmiany (rządu) są zawsze niebezpieczne i nie trzeba nigdy ruszać ustalonego rządu, chyba że już się nie da pogodzić z dobrem publicznym”. I tę myśl nazywa „zasadą polityki”. W Listach pisanych z Góry pisze: „W państwach, w których ustaliły się już prawa i rządy, trzeba unikać, o ile się tylko da, ruszania ich, zwłaszcza zaś w małych republikach, gdzie najmniejsze wstrząśnienie rozprzęga wszystko. Niechęć do nowinek jest na ogół dobrze uzasadniona. Jakkolwiekby bowiem nowe prawa były pożyteczne, prawie zawsze korzyści ich są mniej pewne aniżeli wielkie niebezpieczeństwo”. Widzi się w Russie ojca Wielkiej Rewolucji53, inspiratora jakobinów54, a zapomina, że Russo rewolucjonistą nie był, ani z temperamentu swego, ani z poglądów praktyczno-politycznych. Wysnuwał najdalsze konsekwencje ze swoich teoretycznych założeń, ale pozostawiał je na właściwym planie abstrakcji i miał tysiąc zastrzeżeń i nieśmiałości, gdy chodziło o kwestię zastosowania ich w planie konkretnej rzeczywistości. Russo nie był w polityce takim doktrynerem, jakimi byli powołujący się nań działacze Rewolucji.

Stąd i w projekcie reformy rządu polskiego stara się postępować bardzo oględnie i niczego bez konieczności istotnej nie zmieniać Nawet tych rzeczy, które musiały go razić i boleć, nie chciał gwałtownie odmieniać. Zdawał sobie sprawę, że ma do czynienia z narodem z dawna urządzonym i do swoich urządzeń przyzwyczajonym. Liczył się z jego tradycjami, obyczajami, przywiązaniami. Wiedział, że siłę dają prawom dusze i serca obywateli, że łatwo jest napisać ustawę abstrakcyjnie dobrą, ale że ona musi pozostać papierem, o ile nie oprze się na poczuciu prawnym obywateli.