Drugim zadaniem rządu jest ochrona obywateli, ochrona polegająca nie tylko na zapewnieniu im bezpieczeństwa i spokoju, ale głównie na przewidywaniu i zapobieganiu temu wszystkiemu, co mogłoby narazić na niebezpieczeństwo podstawę związku społecznego, równość wszystkich i wolność narodu. A ponieważ największym niebezpieczeństwem zagrażającym sprawiedliwemu układowi społecznemu oraz ustrojowi odpowiadającemu istocie związku społecznego jest nierówność majątkowa, zatem jednym z najważniejszych zadań rządu jest zapobieganie wytwarzaniu się tej nierówności.

To łączy się z poglądami ekonomicznymi Russa, najpełniej może rozwiniętymi w Konstytucji dla Korsyki. Poglądy te, umyślnie aż do paradoksalności wsteczne, przypominające oparte na podobnych założeniach teorie gospodarcze średniowiecza, wypływają z naczelnej zasady podporządkowania programu ekonomicznego pewnym ideom moralnym, które otrzymują tu kierownicze znaczenie. Stanowią one cele, które winny ogniskować w sobie wszelkie dziedziny działalności ludzkiej, a więc także i gospodarczej. Są to znowu idee wolności narodu, równości i cnoty obywateli.

Etycznym ideałem Russa jest człowiek prosty, o małych potrzebach, dających się łatwo zaspokoić jego własną pracą, gardzący pieniędzmi, bezinteresowny, stateczny, niezdeprawowany zbytkiem ani naukami, dobry i sprawiedliwy, żyjący cichym życiem rodzinnym. Człowiek kochający naturę, rodzinę, współobywateli, patriota, gotowy zawsze wszystko oddać ojczyźnie, znajdujący szczęście w umiarkowaniu, spełnianiu obowiązków i pracy na skromne utrzymanie. Papierowy ideał — schemat zacnego, indywidualnie niezróżnicowanego, przeciętnie szarego boni patris familias43. Wytworzył go sobie Russo, czerpiąc z własnej sentymentalnej uczuciowości, zastanawiając się nad tym, jakim by on i ludzie być powinni, aby im dobrze było na świecie; trochę może na przekór panującym poglądom, dlatego, by inaczej myśleć jak inni. Znalazł gotową jego formułkę w Żywotach sławnych mężów Plutarcha44. Czytywał go z zapałem od dziecka, a Plutarch właśnie w tę z płaszcza stoików45 wykrojoną szatę ubierał wielkich i wybitnie indywidualnych bohaterów. Wytworzenie takiego typu obywateli stawia Russo za zadanie rządowi i do tego stosuje swój ustrój ekonomiczny.

A więc najpierw — precz z bogactwem i z tym wszystkim, co sprzyja bogactwu. Bogactwo jest złem, bo deprawuje ludzkie serca, wzbudza w nich namiętne żądze, kusi do zbytków, każe zapominać o ojczyźnie, o obowiązkach, prowadzi do nierówności, do zaniku wolności narodu, skoro bogaci w zdeprawowanym już społeczeństwie mogą łatwo prawa podeptać i ze współobywateli niewolników swoich uczynić. W końcu prowadzi bogactwo nawet do ruiny bytu państwowego, bo chciwi cudzych bogactw sąsiedzi będą się starali zagarnąć je dla siebie, a ułatwią im to sami sprzedajni i spodleni obywatele. Powstawaniu bogactwa sprzyja pieniądz, trzeba więc zerwać z pieniądzem. Pieniądz sam przez się nie ma żadnej wartości. Jest tylko znakiem, reprezentującym dobra, znakiem potrzebnym tylko przy nierównym podziale. Można się więc doskonale obejść bez niego. — Dobrze, ale jak bez pieniądza wyobrazić sobie handel na szersza skalę? Jakież to utrudnienie w obrocie towarami... A po cóż handel? Należałoby obywać się bez handlu. Handel zabija niepodległość, uzależniając kraj od innych państw, zabija wolność, uzależniając trudniącą się nim ludność od rządu, zabija rolnictwo. Każdy obywatel powinien swe skromne potrzeby zaspakajać we własnym gospodarstwie, a to, czego by dla siebie sam nie mógł wyprodukować, może otrzymać od współobywatela z innej prowincji, w drodze wymiany zbywających produktów. Russo głosi więc powrót do gospodarstwa naturalnego. Każde małe gospodarstwo rolne tworzy jednostkę, która zaspakaja swoje potrzeby we własnym zakresie, co najwyżej drobne jakieś przedmioty otrzymuje z zewnątrz, w drodze wymiany bezpośredniej. — Ale czy te małe gospodarstwa wystarczą do wyżywienia ludności? Każdy z takich rolników będzie produkował tylko dla siebie i dla swojej rodziny. Nie mając większych potrzeb, nie potrzebując pieniędzy, pozwoli w spokoju wymrzeć z głodu całej ludności miejskiej. — To trudno, miasta są szkodliwe. Są one gniazdami zbytku i nieprawości, a potrzebne są tylko w systemie obliczonym na rozwój handlu i sztuk. Przede wszystkim chodzi o zdrowie i cnotę narodu, a te mogą się rozwijać tylko na wsi. Bo tylko rolnictwo rodzi i utrzymuje cnotę. — Ale jak zapobiec powiększaniu się gospodarstw? Przecież bardziej pracowite i zdolniejsze jednostki będą dążyły do rozszerzenia swoich warsztatów, a to już wystarczy, by wytworzyły się z czasem znaczne różnice majątkowe i, co za tym idzie, nierówność, zależność jednych obywateli od drugich, itd. — Tutaj już musi prawo wkraczać. Ono musi regulować maksimum ziemi, jakie każdy może posiadać. Russo sądzi, że przy zastosowaniu jego systemu każdy mieszkaniec będzie się mógł wyżywić, żaden nie będzie się mógł wzbogacić. System ten zapewnia skromny dobrobyt całej ludności, a stoi na straży równości, wolności i cnoty.

A jak się będzie przedstawiał skarb państwa w kraju, którego ludność uboga wytworzy mało co więcej dóbr nad potrzebę własnej konsumpcji? Skąd państwo zaczerpnie środków na pokrycie kosztów związanych z wypełnianiem swych zadań? — Państwo również musi być, tak jak jego obywatele, umiarkowane i powściągliwe. Nie będzie prowadziło wojen zaborczych, a dla własnej obrony wystarczy mu dobrze zorganizowana milicja obywatelska. Tak jeden z głównych wydatków państw współczesnych zostanie zredukowany do minimum. Wydatki na policję spadną znacznie wobec cnoty obywateli. Gdy ludność nauczy się obywać bez handlu, nie trzeba będzie wiele łożyć na komunikację. W ten sposób ograniczy się znacznie wydatki państwa, te zaś, które pozostaną, mogą być opędzane dochodami dóbr państwowych; bo większa część terytorium państwowego powinna należeć do państwa i być niepozbywalna. To zapewni państwu przewagę nad poszczególnymi obywatelami, posiadającymi tylko małą ilość gruntu. To udaremni, obok zakazu prawa, powiększanie się prywatnej własności gruntowej. To wreszcie pozwoli państwu zaspakajać swoje potrzeby bez uciekania się do pomocy ze strony obywateli. W razie gdyby dochody z dóbr nie wystarczały (co zresztą w dobrze urządzonym państwie zdarzać się nie powinno, bo państwo, jak każdy dobry gospodarz, ma swoje wydatki stosować do dochodów), należy przede wszystkim korzystać z obowiązkowych posług obywateli. W ostatecznym dopiero razie można uciec się do podatków, środka niemiłego, niezupełnie z umową społeczną zgodnego. Russo pragnie, aby podatki, jeżeli już być mają, były płacone w naturze, ponieważ państwo powinno się starać o wyparcie użycia pieniądza, ponieważ obywatelom-rolnikom będzie o wiele dogodniej uiszczać podatki w produktach, ponieważ w ten sposób łatwiej będzie uniknąć nadużyć ze strony zarządzających skarbem, ponieważ wreszcie i wynagrodzenie urzędników ma się dokonywać w towarach, a nie w pieniądzach.

Większość ekonomiczno-skarbowych poglądów Russa była w XVIII wieku już tylko szlachetnym anachronizmem.

III. Uwagi nad rządem Polski

Geneza Uwag nad rządem Polski nie została do dziś dnia należycie wyjaśniona i wolno wątpić, czy kiedykolwiek będzie można z całą pewnością rozwiązać nasuwające się tutaj pytania. Odpowiedzi na nie nie dają prawie zupełnie źródła biograficzne. Korespondencja Russa z lat 1770–1772 (w których mógł pisać Uwagi) jest bardzo szczupła, bo chorobliwie przeczulony autor zerwał wówczas z większą częścią swych przyjaciół. W ogłoszonych listach nie ma żadnej wzmianki ani o Wielhorskim, ani o opracowywanej dla niego rozprawie.

Z drugiego dialogu późniejszej własnej apologii pt. Rousseau sędzią Jana Jakuba dowiadujemy się tylko, że „Jan Jakub pośród tej całej pracy rąk (przepisywania nut, z którego się utrzymywał, i zbierania roślin do zielnika, bo wówczas szukał w botanice rozrywki i ucieczki od bolesnych myśli) jeszcze w tym samym czasie obrócił sześć miesięcy zarówno na zbadanie konstytucji pewnego nieszczęśliwego narodu, jak na zaprojektowanie swoich pomysłów co do zmian, jakie należy w tej konstytucji wprowadzić, a to na skutek aż do uporu powtarzanych próśb jednego z najpierwszych patriotów tego narodu, który z trudów, jakie nałożył na Jana Jakuba, uczynił dlań obowiązek ludzkości”. A w trzecim dialogu znajdujemy ustęp: „Pismo o rządzie polskim — sporządzone jedynie na skutek próśb jak najbardziej wzruszających, z najzupełniejszą bezinteresownością i z jedynej pobudki najczystszej cnoty — mogło, jak się zdawało, przynieść tylko zaszczyt autorowi i zyskać dlań szacunek, choćby nawet było jednym pasmem błędów. Gdybyś pan wiedział, kto się o to pismo starał, dla kogo, dla czego, jakiego użytku nie omieszkano z niego zrobić i jaki mu obrót nadać umiano — pewnie byś pan odczuł, jak bardzo należałoby było życzyć autorowi, by opierając się wszelkim uprzejmościom, oparł się był pokusie dokonania tego dobrego uczynku. Bo ci, co z taką usilnością o dzieło to prosili, mieli na celu to tylko, by dla niego stało się niebezpieczne”. Ten ustęp pozostaje w związku z faktem, że kopia Uwag znalazła się w rękach d’Alemberta. To wystarczyło znękanej wyobraźni, by rozsnuć przywidzenia nowej jakiejś intrygi wrogów, chcących go zgubić. Szczerości jednak samego Wielhorskiego nie podejrzewał. W przypisku do powyższego ustępu mówi, że choć zachowania się jego wobec siebie nie może pochwalić, uważa jednak tego polskiego pana za człowieka uczciwego i dobrego patriotę. — Cała ta późniejsza historia nie rzuca zresztą żadnego światła na genezę Uwag.

To wszystko, czego od samego Russa dowiadujemy się o Uwagach. A innych dokumentów brak. Z papierów po Wielhorskim ogłosił prof. Askenazy w „Bibliotece Warszawskiej”46 (marzec 1898 r.) dwa listy Russa do Wielhorskiego z r. 1774, a nie wspomina, by owe papiery zawierały coś więcej w tej sprawie. Archiwum Generalicji Konfederacji Barskiej zaginęło, i z tej więc strony nie można zaczerpnąć światła.