Jest propozycja, by w celu zmniejszenia nadużyć veta liczyć głosy nie według posłów, ale według województw147. Dobrze trzeba się zastanowić, zanim się przyjmie tę zmianę, chociaż ma ona swoje korzyści i sprzyja formie federacyjnej. Głosy wzięte w masie i kolektywnie nie padają tak wprost ku ogólnej korzyści, jak głosy wzięte oddzielnie, według jednostek. Bardzo często będzie się zdarzać, że wśród posłów jakiegoś województwa jeden z nich na osobnej naradzie uzyska wpływ na innych i pozyska dla swojego zdania większość, której by nie miał, gdyby każdy głos pozostał samodzielny. W ten sposób korumpujący będą mieli mniej do roboty i lepiej będą wiedzieli, do kogo mają się zwracać. Poza tym lepiej będzie, jeśli każdy poseł za siebie będzie musiał odpowiadać przed swym sejmikiem, tak by nie mógł wymawiać się innym, by nie pomieszano niewinnego z winnym i by sprawiedliwości łatwiej stało się zadość. Nasuwa się wiele argumentów przeciw tej formie, która bardzo rozluźniłaby wspólne węzły i mogłaby narazić państwo na podzielenie się przy sposobności każdego sejmu.
Uzależniając bardziej posłów od instrukcji i mocodawców, zyskuje się mniej więcej tę samą korzyść, bez żadnej niekorzyści. Prawda, że przy takim założeniu głosowanie odbywałoby się nie pisemnie, ale ustnie, tak by postępowanie i opinia każdego posła w sejmie były znane i by za nie odpowiadał on sam osobiście. Skoro jednak sprawa głosowania należy do tych, które roztrząsnąłem z największą starannością w Umowie społecznej148, przeto149 zbyteczne, bym się tu powtarzał.
Co się tyczy wyborów, to może z początku napotka się na pewne zamieszanie przy mianowaniu na każdym sejmie równocześnie tylu senatorów-posłów i w ogóle przy wyborach wielkiej liczby spomiędzy jeszcze większej liczby, które to wybory powtórzą się jeszcze czasem w projekcie, jaki zamierzam zaproponować; ale wprowadziwszy w tej sprawie głosowanie pisemne, można by łatwo uniknąć tego zamieszania, posługując się drukowanymi i numerowanymi kartkami, rozdawanymi wyborcom w przeddzień wyborów, a zawierającymi nazwiska wszystkich kandydatów, spośród których wybór ma być dokonany. Nazajutrz wyborcy przychodziliby kolejno składać wszystkie swoje kartki w koszyku, oznaczywszy każdy na swojej tych, których wybiera, względnie tych, których wyklucza, stosownie do pouczenia umieszczonego w nagłówku kartek. Zaraz wobec zgromadzenia sekretarz sejmu odczytywałby te kartki, przy asystencji dwóch innych sekretarzy ad actum150, mianowanych na miejscu przez marszałka spośród obecnych posłów. Dzięki tej metodzie postępowanie stałoby się tak krótkie i proste, że bez rozpraw i hałasu w ciągu jednego posiedzenia uzupełniłby się cały senat. Prawda, że potrzeba by ponadto przepisu o sposobie ustalania listy kandydatów, ale ta rzecz znajdzie się jeszcze na właściwym miejscu i nie będzie pominięta.
Pozostaje jeszcze mówić o królu, który przewodniczy sejmowi i który na mocy swego stanowiska winien być najwyższym wykonawcą praw.
(VIII.) O królu
Wielkim to jest złem, że naczelnik narodu jest urodzonym wrogiem wolności, której powinien by być obrońcą. Według mnie, zło to nie jest tak ściśle związane z tym stanowiskiem, by nie można było go odeń odłączyć, a przynajmniej znacznie zmniejszyć. Nie masz usiłowań bez nadziei. Zróbcie tak, by uzurpacja stała się dla królów waszych niemożliwa, a przestaną o niej roić i wszelkie wysiłki, których obecnie dokładają, by was sobie poddać, obrócą na to, by dobrze rządzić wami i bronić was. Twórcy ustroju Polski, jak to zauważył p. hrabia Wielhorski, pomyśleli o tym, by odjąć królom środki szkodzenia, ale zaniedbali pozbawić ich środków przekupstwa, a środka tego dostarczają im obficie łaski, których są szafarzami. Trudność leży w tym, że skoro pozbawi się ich tego rozdawnictwa łask, wydaje się, że ich się wszystkiego pozbawi; tego właśnie robić nie trzeba, bo na jedno by wyszło wcale nie mieć króla151, a uważam za niemożliwe, by państwo tak wielkie jak Polska mogło się obyć bez króla, tzn. bez najwyższego naczelnika, który by był dożywotni. Otóż, jeśli się nie chce, żeby naczelnik państwa był zerem i wskutek tego niepotrzebnym, trzeba koniecznie, by miał możność zrobienia czegoś; a to minimum tego, co by robił, z konieczności musi być dobrem albo złem.
Obecnie król mianuje cały senat — to za wiele. Jeżeliby nie miał żadnego udziału w tym mianowaniu, byłoby za mało. Aczkolwiek lordów w Anglii również król mianuje, są lordowie jednak od króla o wiele mniej zależni, albowiem raz zamianowani są dziedziczni, podczas gdy godności biskupie, wojewódzkie i kasztelańskie, jako dożywotnie, po śmierci każdego posiadacza wracają do dyspozycji króla.
Powiedziałem już, jak według mnie to mianowanie powinno się odbywać; mianowicie wojewodowie i kasztelanowie więksi powinni być mianowani dożywotnio przez właściwe sejmiki, kasztelanowie mniejsi czasowo przez sejm. Co się tyczy biskupów, to wydaje mi się rzeczą trudną odjąć ich mianowanie królowi, chyba żeby wybór ich powierzyć odnośnym kapitułom; sądzę jednak, że można to pozostawić królowi, z wyjątkiem w każdym razie nominacji arcybiskupa gnieźnieńskiego, która z natury rzeczy należy do sejmu; chyba żeby od tego arcybiskupstwa odłączono godność prymasa, którą to godnością tylko sejm może rozporządzać. Co się tyczy ministrów — zwłaszcza hetmanów wielkich i podskarbich wielkich — aczkolwiek ich władza, równoważąca władzę króla, powinna by być zmniejszona stosownie do zmniejszenia władzy króla, nie wydaje mi się rzeczą rozsądną, by pozostawiać królowi prawo obsadzania tych stanowisk swoimi ludźmi, a chciałbym przynajmniej, by królowi przysługiwał jedynie wybór spośród małej liczby osób, przez sejm przedstawionych. Przyznaję, że król, nie mogąc odbierać tych stanowisk, skoro je raz nadał, nie może bezwzględnie liczyć na tych, którzy je zajmują; ale ma już nadto władzy nad starającymi się o nie, jeżeli nie na tyle, by mógł zmienić sam ustrój, to jednak dosyć, by mógł mieć nadzieję w tym względzie; a przede wszystkim zależy na tym, by mu za wszelką cenę odjąć tę nadzieję.
Co się tyczy wielkiego kanclerza, to zdaje mi się, że powinien być mianowany przez króla. Królowie są urodzonymi sędziami swoich ludów; właśnie dla spełniania tej funkcji zostali ustanowieni, chociaż dzisiaj wszyscy ją już porzucili; nie można ich jej pozbawiać — a gdy nie będą pełnić jej sami, mają prawo mianować swych zastępców w tej dziedzinie, oni bowiem mają zawsze odpowiadać za wyroki w ich imieniu wydawane. Wprawdzie naród może przydać im asesorów152 i powinien to uczynić, skoro oni sami nie sądzą; tak trybunał koronny, w którym przewodniczy nie król, ale wielki kanclerz153, pozostaje pod nadzorem narodu i całkiem słusznie sejmiki mianują innych jego członków. Gdyby król sądził osobiście, uważam, że miałby prawo sądzić sam. Jakkolwiekby się rzeczy miały, zawsze będzie leżało w interesie króla, by był sprawiedliwy, a nigdy niesprawiedliwe drogi nie były dobrą drogą do uzurpacji.
Co do innych godności, zarówno koronnych, jak wojewódzkich, które są jedynie tytułami honorowymi i dają raczej blask niż realne znaczenie, niepodobna postąpić lepiej, jak pozostawić królowi zupełne prawo rozrządzania nimi; niechaj ma możność zaszczycać zasługę i pochlebiać próżności, ale niech nie ma możności udzielać władzy.