Przeciw tej wadzie samo przez się nasuwa się lekarstwo: powiększenie liczby posłów; lękam się jednak, by to nie spowodowało zbyt wielkiego poruszenia w państwie i nie zbliżyło się zanadto do demokratycznego zgiełku.
Gdyby stanowczo trzeba było zmienić stosunek, wolałbym, zamiast powiększyć liczbę posłów, zmniejszyć liczbę senatorów. I w gruncie rzeczy, skoro na czele każdej prowincji stoi wojewoda, nie widzę, na co potrzebni są jeszcze kasztelanowie145. — Ale nie traćmy z oczu ważnej zasady, by nic nie nie zmieniać bez koniecznej potrzeby, ani dla usuwania, ani dla dodawania.
Według mnie, lepiej jest mieć radę mniej liczną, a zostawić więcej wolności tym, którzy ją tworzą, aniżeli powiększać liczbę jej członków, a krępować wolność rozpraw, jak to zawsze musi się robić, gdy liczba ta staje się za wielka. Do czego dodałbym jeszcze — jeśli wolno przewidywać zarówno dobro, jak zło — że należy unikać tworzenia sejmu tak licznego, jak liczny być może, a to by nie pozbawiać się możności dopuszczenia do sejmu, bez wywołania zamieszania, nowych posłów, jeśli kiedy dojdzie się do uszlachcenia miast i do wyzwolenia poddanych, jak tego życzyć należy dla siły i szczęścia narodu.
Szukajmyż więc na innej drodze środka dla zapobieżenia tej wadzie tak, by o ile możności jak najmniej zmian trzeba było przeprowadzać.
Wszystkich senatorów mianuje król, wskutek tego są oni jego ludźmi; nadto senatorowie są dożywotni i z tego tytułu tworzą ciało niezależne tak od króla, jak od stanu rycerskiego, ciało mające swoje odrębne interesy i dążące do uzurpacji. A nie należy mi tutaj zarzucać sprzeczności dlatego, że przyjmuję senat za ciało odrębne w Rzeczypospolitej, chociaż go nie przyjmuję za stan będący częścią składową Rzeczypospolitej — bo to są całkiem różne rzeczy.
Przede wszystkim należy odebrać królowi mianowanie senatu, nie tyle z powodu władzy, jaką stąd nad senatorami zachowuje, a która może być niewielka, ile z powodu władzy, jaką ma nad tymi wszystkimi, którzy dążą do godności senatora, a przez nich nad ogółem narodu. Poza tym, że zmiana ta oddziała na ustrój, wyniknie z niej nieoceniona korzyść, polegająca na stłumieniu u szlachty dworackiego ducha, a zastąpieniu go duchem patriotycznym. Nie widzę w tym nic niekorzystnego, by senatorów mianował sejm, a widzę owszem wiele dobrego, aż nadto zrozumiałego, bym to potrzebował szczegółowo określać. To mianowanie można od razu w sejmie uskuteczniać albo naprzód na sejmikach, w formie przedstawienia pewnej liczby osób na każde wakujące miejsce w danych województwach. Z tych kandydatów sejm wybierałby senatorów albo też spośród nich wybierałby mniejszą liczbę, a można by pozostawić jeszcze królowi prawo wybierania z tej liczby senatorów. Ale — żeby od razu wziąć sposób najprostszy — dlaczegóż by każdy wojewoda nie miał być wybierany ostatecznie przez sejmik swojej prowincji? Jakąż to niekorzyść dostrzeżono w wyborze przez sejmiki wojewodów połockiego, witebskiego i starosty żmudzkiego146 i jakież by zło w tym było, gdyby przywilej tych trzech prowincji stał się prawem ogólnym wszystkich? Nie traćmy z oczu znaczenia, jakie ma dla Polski zwrócenie konstytucji w kierunku formy federacyjnej, celem usunięcia o ile możności zła, związanego z wielkością, a raczej z rozległością państwa.
Po wtóre: osłabicie znacznie interes senatu, jako grupy dążącej do uzurpacji, jeśli przeprowadzicie to, by senatorowie nie byli dożywotni. To przedsięwzięcie ma jednak swoje trudności: naprzód dlatego, bo ciężką jest rzeczą dla ludzi przyzwyczajonych do zarządzania sprawami publicznymi, gdy widzą się nagle bez własnej winy zepchniętymi na stanowisko osób prywatnych; następnie, bo stanowiska senatorskie łączą się z tytułami wojewodów i kasztelanów i z przywiązaną do nich władzą miejscową, a ustawiczne 1 przechodzenie tych tytułów i tej władzy na coraz to inne jednostki wywołałoby nieporządek i niezadowolenie. Wreszcie czasowość ta nie może obejmować biskupów, a może nie powinna obejmować ministrów, bo ich stanowiska wymagają szczególniejszych talentów i nie zawsze jest łatwo dobrze je sprawować. Jeśliby sami tylko biskupi byli dożywotni, wzmógłby się znacznie autorytet duchowieństwa, już i tak zbyt wielki; a ważne jest, by ten autorytet został zrównoważony przez senatorów, którzy byliby dożywotni tak jak biskupi i którzy nie więcej niż oni obawialiby się utraty swych stanowisk. Oto co bym obmyślił dla zapobieżenia tym różnym stronom ujemnym: chciałbym, by stanowiska senatorów pierwszego rzędu nadal pozostały dożywotnie. Zaliczając do nich, prócz biskupów i wojewodów, wszystkich kasztelanów większych, byłoby 89 senatorów stałych.
Co się tyczy kasztelanów mniejszych, chciałbym, żeby wszyscy byli czasowi, bądź to na przeciąg dwóch lat, tak by każdy sejm dokonywał nowych wyborów, bądź na dłużej, jeśliby to uważano za stosowne; żeby jednak zawsze ustępowali ze swoich stanowisk za nadejściem terminu — przy czym sejm mógłby na nowo wybrać tych, których chciałby zatrzymać, na co pozwoliłbym, ale tylko przez pewną ilość razy, stosownie do projektu, który poniżej będzie można znaleźć.
Przeszkoda z racji tytułów byłaby słaba, bowiem tytuły te, niedające żadnych prawie innych funkcji prócz zasiadania w senacie, można by znieść bez wszelkiej niedogodności, a zamiast kasztelanami mniejszymi mogliby się tytułować senatorami-posłami. Ponieważ w następstwie reformy senat, wyposażony we władzę wykonawczą, byłby stale zebrany w pewnej liczbie swych członków, pewna stosunkowa liczba senatorów-posłów byłaby również obowiązana do obecności w senacie w porządku kolejności. — Ale nie idzie tutaj o tego rodzaju szczegóły.
Dzięki tej zaledwo wyczuwalnej zmianie kasztelanowie ci albo senatorowie-posłowie staliby się także przedstawicielami sejmu, przeciwważącymi ciało senatu i wzmacniającymi stan rycerski na zgromadzeniach narodu; tak, że senatorowie dożywotni, aczkolwiek wzrośli we władzę zarówno dzięki zniesieniu veta, jak uszczupleniu władzy królewskiej i władzy ministrów, wtopionej po części w ciało senatu, nie będą jednak mogli zapewnić przewagi w senacie interesowi senatu jako grupy; a senat, złożony w ten sposób w połowie z członków czasowych, w połowie z członków dożywotnich, będzie zbudowany, jak tylko można najlepiej, by stać się władzą pośredniczącą między izbą posłów a królem, będąc równocześnie dostatecznie spójnym, by kierować administracją, i dostatecznie zależnym, by zachować uległość wobec praw. Ta zmiana wydaje mi się dobra, bo jest prosta, a bardzo skuteczna.