Russo nie uważa umowy społecznej za fakt historyczny. Zdaje sobie dokładnie sprawę, że pomysł jej jest tylko fikcją, mającą służyć do skonstruowania takiego ujęcia prawa i państwa, jakie odpowiada wewnętrznym potrzebom i odczuciom społecznym jego samego, wolnego obywatela genewskiego, członka władzy zwierzchniej — a przede wszystkim ma rozwiązać pytanie co do istoty prawa, co do kwestii, dlaczego prawo obowiązuje. Nie może ono obowiązywać dlatego, że jest faktycznie wykonywane, że są czynniki, które wymuszają pewne postępowania, a działania przeciwne nakazom karzą. Bo gdyby tak było, to gwałt i przemoc musiałyby być równoznaczne z prawem, a przecież właśnie stanowią jego pojęciowe przeciwieństwo. Cóż więc tworzy tę cechę prawa, że ono jest prawem, skoro cechą tą nie jest siła zewnętrznego przymusu? Oto uznanie wewnętrzne każdego człowieka, jego przekonanie, że tak a nie inaczej postępować powinien. Człowiek sam siebie tylko może zobowiązać. — Tak, ale w takim razie tyle jest praw, ilu ludzi — w autonomicznej działalności sumienia każdego człowieka rozpuszcza się jednolita bryła przedmiotowego prawa. Przecież obowiązują mnie pewne zasady, niezależnie od tego, czy się z nimi zgadzam, ba! nawet niezależnie od tego, czy je znam i czy wiem o nich. Gdyby każda norma prawna miała obowiązywać na podstawie uznania każdego z obywateli, nie tylko wszyscy obywatele musieliby brać udział w uchwalaniu każdej ustawy, ale mogłaby ona obowiązywać tylko tych, którzy by za nią głosowali. — I tu właśnie przychodzi z pomocą fikcja umowy społecznej.

W pierwotnym akcie oddania się społeczności z góry uznałem za swoją, stale mnie wiązać mającą wolę to, co przynosi korzyść całej społeczności. Podporządkowałem własną korzyść korzyści ogółu, a raczej tę korzyść uznałem za własną. W ten sposób nadałem z góry sankcję prawną każdej treści zawierającej w sobie moment korzyści społecznej. Ale w jaki sposób mogę poznać, że coś jest społecznie korzystne, że właśnie to, a nie co innego, leży w interesie zbiorowym i że to właśnie mam uważać za prawo? W tym względzie nie znajdę innego kryterium prócz opinii moich współobywateli. Gdy zapytani o to, co uważają za dobre dla państwa, w większości swej zgodzą się na jedno, muszę przyjąć, że tak jest istotnie. O ile formalna strona prawa, jego moc obowiązująca, opiera się na moim indywidualnym akcie udzielenia sankcji, akcie, którego już z góry raz na zawsze dokonałem, o tyle materialna strona prawa, jego treść, musi się oprzeć na poglądzie większości społeczeństwa, uznającym coś za korzystne. W drodze więc głosowania i uchwały większości ustala się treść prawa. Ostateczny wniosek całego rozumowania da się ująć w twierdzeniu, że prawem jest to, co odpowiada woli powszechnej, tzn. racjonalnie pojętej korzyści społecznej, wyrażającej się w uchwale większości. Umowa społeczna stanowi zatem symbol stopienia się w prawie woli jednostki, która sama jedna może uzasadniać obowiązywanie prawa, z wolą powszechną, wytwarzającą normy prawne powszechnie obowiązujące, mogące być stosowanymi do ogółu.

Klauzule tej fikcyjnej umowy dostarczają rusztowania dla innej jeszcze konstrukcji. Chodzi mianowicie o sprawę kompetencji państwa i stosunku jego do obywateli, tudzież o wzajemny stosunek obywateli względem siebie. Punktem wyjścia jest wolność, przyrodzona każdemu człowiekowi, nieograniczona i nieskrępowana niczym. — I ta wolność jest tylko fikcją naukową: Russo wyraźnie mówi, że nie zajmuje się filozoficznym znaczeniem pojęcia wolności. Przyjmuje ją tylko jako zasadniczy, konieczny aksjomat wszelkiej normatywnej konstrukcji. Otóż przy zawieraniu umowy społecznej każdy na mocy tej swojej wolności oddaje się całkowicie i niepodzielnie ogółowi. Ogół więc ma prawo dysponować pod każdym względem i w każdym kierunku jednostką. Nie ma takiej sfery wolności indywidualnej, w którą by ogół, jako władza zwierzchnicza, nie mógł wkroczyć. Dla woli powszechnej nie ma żadnej zapory, przed którą by się musiała zatrzymać.

Russo nie jest liberałem. Stawia postulat bezwzględnego poddania jednostki państwu, wszechmocy państwa, i obywatelowi wobec państwa żadnych praw nie przyznaje. — Co się tyczy wzajemnego stosunku obywateli do siebie, to są oni wszyscy zupełnie równi sobie, ponieważ warunki umowy społecznej są dla wszystkich jednakie. Układ zasadniczy zamiast niszczyć naturalną równość, stawia, przeciwnie, w miejsce tej nierówności fizycznej, jaką natura mogła między ludźmi ustanowić, równość moralną i prawną, a ludzie, mogąc być nierównymi siłą i umysłem, stają się wszyscy równymi na mocy umowy i prawa. Ta równość jest podstawą całego układu społecznego; jej naruszenie podkopuje ten układ u jego korzeni i znosi go całkowicie.

Ale umowa społeczna spełnia inne jeszcze zadania. Daje ona równocześnie wskazówkę co do tego, kto jest podmiotem zwierzchnictwa państwowego, w jaki sposób ma być urządzona w państwie funkcja ustawodawcza i jaki ma być stosunek wzajemny poszczególnych kierunków władzy państwowej.

Ponieważ wewnętrzna autonomia jednostki jest dla niej źródłem wszelkiej mocy prawnej, tak że narzucanie jednostce z zewnątrz jakichś obowiązków, których ona sama dobrowolnie na siebie nie przyjęła, jest gwałtem, i ponieważ państwo jest wytworem tej autonomii jednostek, między sobą równych, poddających się dobrowolnie ogółowi — więc suma tych jednostek, ogół obywateli, jest jedynym źródłem obowiązującego w państwie prawa. Ponieważ zaś moc tworzenia praw stanowi istotę władzy zwierzchniej, a moc ta przysługuje wyłącznie ogółowi obywateli, więc tylko ten ogół jest podmiotem władzy zwierzchniej, a każdy z członków tego ogółu uczestniczy swą cząstką we władzy najwyższej. Na tym zasadza się naczelna w systemie politycznym Russa doktryna zwierzchnictwa narodu.

Ta władza zwierzchnicza może przejawiać się jedynie w ustanawianiu praw. Prawa są wyrazem woli powszechnej, to znaczy pewnej treści, której powszechność chce, jako dla siebie korzystnej — i tylko ogół może wytwarzać tę wolę. W tym akcie ogół nie może się dać zastępować. Powzięcia woli nie można powierzać zastępcy, bo wówczas ta wola nie byłaby wolą zastąpionego, ale wolą zastępcy. Dlatego wszyscy obywatele muszą mieć możność współdziałania w akcie ustawodawczym. Inaczej prawa nie zawierałyby w sobie woli powszechnej. Więc władza zwierzchnia (ustawodawcza) nie może być reprezentowana. Tak zwani deputowani do ciał reprezentacyjnych nie są, ani być nie mogą, przedstawicielami narodu, nie mają żadnego prawa postanawiać czegokolwiek ostatecznie, a uchwały ich nie mogą uchodzić za prawo. Na tym gruntuje się druga podstawowa idea polityki Russa, idea bezpośrednich rządów narodu w ustawodawstwie. Jedynie bezpośrednie sprawowanie przez naród władzy prawodawczej odpowiada naturze związku społecznego i wyraża logicznie jego istotę.

Aczkolwiek Russo tak jaskrawo formułuje postulat bezpośredniego wykonywania ustawodawstwa przez naród, to jednak zdaje sobie sprawę, że tłum nie jest zdolny do wydawania praw dojrzałych i rozważnych, odpowiadających rzeczywiście potrzebom państwa. Lud zawsze chce dobrze, ale sam z siebie nie zawsze widzi, co jest dobre. Potrzebuje przewodnika. Dlatego Russo mówi o osobnym prawodawcy, który by redagował ustawę, a lud by ją tylko zatwierdzał. W dedykacji Rozprawy o powstaniu nierówności oraz w Listach z Góry przyznaje nawet rządowi wyłączne prawo inicjatywy ustawodawczej.

Władza ustawodawcza jest nie tylko najwyższą władzą w państwie, ale jest po prostu władzą jedyną. Tak zwana władza wykonawcza jest tylko siłą stosującą wolę powszechną, tzn. prawa, jest tylko udzieloną przez prawo pewnym organom zdolnością urzeczywistniania przepisów prawnych. Dlatego egzekutywa36 jest zawsze podległa prawu oraz narodowi, ale tylko jako twórcy praw. Gdy naród nie występuje w charakterze prawodawcy, jest poddanym, obowiązanym do posłuchu wobec praw, a więc także wobec organów uposażonych w moc wykonawczą, wobec rządu, o ile ten działa zgodnie z prawem.

Prawo może organem wykonawczym uczynić cały naród albo pewną liczbę jednostek, albo wreszcie jedną osobę. Na tym polegają różne formy rządu, których zasadnicze typy przedstawiają się jako rządy demokratyczne, arystokratyczne, monarchiczne. Z założenia zwierzchnictwa narodu nie wypływa żadna logiczna konsekwencja co do ustroju rządu: prawo może rządowi nadać jakąkolwiek formę. Która z nich jest najlepsza, trudno powiedzieć. Każda z nich jest dobra w pewnych wypadkach, a zła w innych. Zależy to od stosunków i położenia danego narodu. Russo stawia tylko ogólną zasadę, że liczba członków rządu, to znaczy najwyższych urzędników narodu, powinna stać w odwrotnym stosunku do ilości ludności w państwie. Bo im więcej ludności, tym większa siła potrzebna do rządzenia nią, a im większa liczba członków rządu, tym mniejsza jest jego siła, tym powolniejsze funkcjonowanie, tym słabsza energia, tym mniejsza giętkość i szybkość decyzji. Dlatego na ogół można postawić zasadę, że z trzech typowych form rządu rząd demokratyczny — o ile w ogóle jest w stosunkach ludzkich możliwy — jest jeszcze najstosowniejszy dla małych państw, arystokratyczny dla średnich, a monarchiczny dla wielkich. Prócz tego należy przy ustanawianiu rządu baczyć nie tylko na to, by miał siłę wystarczającą do przeprowadzenia swych zadań, ale też by nie mógł wznieść się ponad zwierzchnika i uzurpować dla siebie ustawodawstwa.