Nie wiadomo, za czyim pośrednictwem poznał się Wielhorski z Russem i co ułatwiło mu wejście z nim w bliższe stosunki. Niełatwe to musiało być zadanie. Nadmierna wrażliwość pisarza, duma i ambicja wrodzona, wybujałość wyobraźni w połączeniu z rzeczywistymi prześladowaniami, złożyły się na rozbudzenie w nim obłędu prześladowczego. Dekretem parlamentu paryskiego, zarządzającym spalenie Emila i uwięzienie autora, zmuszony w r. 1762 do ucieczki z Francji, tuła się po Szwajcarii z kantonu do kantonu. Wypędzany zewsząd, szuka schronienia w Anglii. Wraca do Francji, pod przybranym nazwiskiem ukrywa się w Delfinacie28. Wreszcie w czerwcu 1770 r. osiada na stałe w Paryżu, gdy upływ czasu i wygnanie dawnego parlamentu usunęły bezpośrednie niebezpieczeństwo.
Przejścia te rozwinęły w nim chorobę. Uwierzył w szerokie sprzysiężenie przeciw sobie, uknute przez Diderota29, d’Alemberta30, Grimma31, Hume’a32, kierowane przez samego księcia de Choiseul, posługujące się olbrzymim zastępem wspólników, sprzysiężenie mające na celu zbezcześcić go, oczerniać, obwiniać o najstraszniejsze zbrodnie, podać w pogardę całego świata. Wszyscy go prześladują, dokuczają mu tysiącznymi wyrafinowanymi i podłymi sposobami, szpiegują go, dręczą ustawicznie i okrutnie. W Paryżu żyje samotnie, odprawia od drzwi swoich wielbicieli, ciekawych, narzucających się z opieką i pomocą. Nieliczni przyjaciele, których zachował, żyją w ciągłej niepewności, czy najlżejszą jakąś niezręcznością, słówkiem źle przezeń zrozumianym nie narażą się na gwałtowne zerwanie i posądzenie o uczestnictwo w spisku.
Ale w chwilach wolnych od chorobliwej udręki umiał być łagodny i serdeczny. Prowadził z przyjaciółmi długie filozoficzne rozmowy, komponował pieśni i opery, odzyskiwał w pełni zdolność logicznego rozumowania. I nie zatracał talentu pisarskiego. Przeciwnie może nawet — talent jego właśnie w tym czasie osiąga szczyt swego rozwoju. Czarujące swoje Wyznania kończy przecież w r. 1770, w latach 1774 do 1776 pisze swe Dialogi, dzieło nierówne, dziwaczne, w pewnych ustępach szaleńcze, ale miejscami przedziwnie silne, wspaniałe stylem i napięciem uczucia. Musi już pozostać tajemnicą Wielhorskiego, w jaki sposób potrafił sobie zaskarbić zaufanie podejrzliwego i zbolałego filozofa. Może łącznikiem między nimi stała się ukochana przez obu muzyka. Zaopatrzywszy się w formalne upoważnienie od litewskiego marszałka generalnego konfederacji, Michała Paca, uprosił Wielhorski Russa o wypracowanie planu reformy praw politycznych polskich. Dostarczył mu rękopisu pracy Mably’ego, własnego memoriału o urządzeniach i obyczajach Polski (prawdopodobnie szkicu później wydanej pracy swojej), jakichś nieznanych jeszcze bliżej projektów reform, wyszłych33 z obozu konfederackiego.
Na podstawie tego materiału zabrał się Russo do opracowania Uwag nad rządem Polski. Nie należy zresztą przeceniać znaczenia tych materiałów dla jego dzieła. Miały one dla Russa tylko informacyjne znaczenie. Te wytyczne praw Polski, które z nich wyczytał, skojarzyły się w jego umyśle z własnymi ideami o narodzie i państwie. Pobudzona tym wyobraźnia twórcza zaczęła snuć projekty reformy, a oparła się w tej pracy nie na cudzych pomysłach, ale na rezultatach wieloletnich rozmyślań politycznych.
Przed przystąpieniem do bliższego rozpatrzenia Uwag należy zapoznać się z całokształtem poglądów politycznych ich autora, by móc ocenić, jaki stosunek łączy z nimi to ostatnie polityczne dzieło Russa.
II. Polityka Jana Jakuba Russa
Zrąb idei filozoficzno-prawnych Russa nie został przezeń ujęty w formie wyczerpującej i systematycznej. Forma taka nie jest cechą jego umysłowości; natłok myśli, zawsze ciekawych, nowych, uderzających i niepokojących, porywających siłą zawartego w nich elementu uczuciowego, stoi na przeszkodzie wykładowi powolnemu, systematycznemu, uwzględniającemu wszystkie punkty widzenia, ujmującemu swój przedmiot w jednolitą, wolną od sprzeczności całość. Wyobraźnia pcha go nieraz do dawania ideom wyrazu paradoksalnego; często porwie go czy to obraz jakiś, czy zapał polemiczny, i każe mu powiedzieć więcej, niżby sam chciał. — Powoduje to wykolejenia myślowe, dające znowu pochop34, by nawiązywać do właściwych wątków za pomocą dialektycznie subtelnych, ale nieraz sofistycznych35 rozumowań. To znowu, jakby przestraszony konsekwencjami logicznymi swoich tez, sam ostrość ich łagodzi, cieniuje je i retuszuje w dalszych wywodach tak, że w końcu w ostatecznych wnioskach i zastosowaniach prawie nieśmiało wychodzą. Dlatego trudno jest z tego fragmentarycznego, pełnego niespodzianek kształtu zrekonstruować całość jednolitą, chociaż ona na dnie z pewnością leży i stanowi wewnętrzny kościec ideologiczny wszystkich pomysłów.
Stąd płynie rozbieżność w przedstawianiu poglądów Russa; stąd także niemożność oparcia się w wykładzie na poszczególnych ustępach czy dziełach, a konieczność uwzględnienia ogółu jego pism. Toteż w poniższym przedstawieniu idei filozoficzno-prawnych i prawno-politycznych Russa, mimo że przyjęto porządek według tych dzieł, w których dane problemy znajdują najpełniejszy swój wyraz, uwzględniono także i inne pisma, zawierające wywody dotyczące tych samych problemów. I tak przy Umowie społecznej nie można było pominąć jej streszczenia zawartego w piątej księdze Emila (w ustępie „O podróżach”), dedykacji Traktatu o powstaniu nierówności pomiędzy ludźmi, wreszcie Listów pisanych z Góry. W ustępie zaś traktującym o jego poglądach ekonomiczno-skarbowych zużytkowano artykuł O ekonomii politycznej oraz Projekt konstytucji dla Korsyki.
Umowa społeczna (1762) jest najważniejszym z pism politycznych Russa. Jest ona wyjątkiem z dzieła zamierzonego na szeroką skalę, pt. Instytucje polityczne, nad którym przez długie lata pracował, a które w końcu porzucił, zwątpiwszy o możności doprowadzenia go do końca. Po wydzieleniu Umowy resztę zniszczył; zachowały się tylko szczupłe fragmenty.
Oto punkt wyjścia rozprawy: Ludzi pierwotnych należy sobie wyobrazić jako żyjących w odosobnieniu. Jedynym związkiem społecznym występującym w stanie natury jest rodzina, związkiem niestałym zresztą, trwającym tylko tak długo, dopóki dzieci potrzebują opieki rodziców. Ci wolni i samotni ludzie z chwilą gdy przeszkody zagrażające ich utrzymaniu się przy życiu w stanie natury wzmogły się do tego stopnia, że przeważać zaczęły nad siłami, jakie mógł im przeciwstawić pojedynczy człowiek, postanowili zrzeszyć się, by wspólnymi siłami bronić się i zachować. Trzeba przyjąć, że zawarli między sobą umowę, mocą której związali się w społeczeństwo, w celu chronienia wspólnymi siłami swych osób i dóbr. Jedyną zasadniczą treścią tej umowy było oddanie się społeczności zupełne, bez żadnych zastrzeżeń, każdego z tych równych między sobą, a zupełnie dotychczas wolnych ludzi. Ta klauzula była równa dla wszystkich. Ogół więc tylko, jako ten, na rzecz którego nastąpiło zrzeczenie się osób i wolności, nabył nieograniczone prawo rozporządzania wszystkimi. Tego swojego prawa nie może ogół ani utracić, ani przenieść na inny podmiot, ani podzielić. — Tak wygląda „umowa społeczna” stanowiąca „prawdziwy fundament społeczności”, będąca „podstawą wszelkiej prawnej władzy pomiędzy ludźmi”.