Diderot znalazł z kolei mściciela w osobie księdza Morellet760, który wymierzył w Palissota broszurkę naśladowaną z Małego proroka, zatytułowaną Widzenie. W piśmie tym obraził bardzo niebacznie panią de Robeck, której przyjaciele wpakowali go do Bastylii; ona sama bowiem, z natury mało mściwa, a wówczas umierająca, z pewnością nie miała w tym udziału.

D’Alembert, który żył blisko z księdzem Morellet, napisał do mnie, z prośbą bym zechciał się wstawić u pani de Luxembourg o uwolnienie księdza w dowód wdzięczności przyrzekał jej pochwałę w Encyklopedii. Oto moja odpowiedź.

Nie czekałem Pańskiego listu, aby wyrazić marszałkowej de Luxembourg przykrość, jaką mi sprawiło uwięzienie księdza Morellet. Wie o moim zainteresowaniu tą sprawą, dowie się o Pańskim; wystarczyłoby jej zaś wiedzieć po prostu, że chodzi o godnego człowieka. Poza tym, mimo iż księżna i pan marszałek zaszczycają mnie przychylnością, która jest pociechą mego życia, i mimo iż fakt Pańskiej przyjaźni stanowi w ich oczach wysoką rekomendację dla księdza Morellet, nie wiem, do jakiego stopnia przystoi im użyć w tej potrzebie wpływów związanych z ich stanowiskiem i czcią należną ich osobom. Nie jestem nawet przekonany, czy cała ta sprawa istotnie ma tak bliski związek z księżną de Robeck, jak Pan zdajesz się mniemać. Gdyby i tak było, nie trzeba się łudzić, aby przywilej zemsty należał wyłącznie do filozofów i aby kiedy im się podoba zejść do poziomu kobiet, kobiety tym samym miały się wznieść do wyżyn filozofii.

Zdam Panu sprawę z tego, co powie księżna de Luxembourg, skoro jej pokażę Pański list. Sądzę, iż znam ją dość dobrze, aby na razie móc Pana upewnić, że gdyby miała przyjemność dopomóc do uwolnienia księdza Morellet, nie przyjęłaby daniny wdzięczności, jaką pan przyrzekasz jej w Encyklopedii, mimo że uważałaby to za zaszczyt. Osoby jej pokroju świadczą dobro nie dla pochwały, ale dla uczynienia zadość dobroci serca.

Nie oszczędziłem niczego, aby pobudzić zapał i współczucie pani de Luxembourg na rzecz biednego więźnia, i powiodło mi się. Udała się do Wersalu umyślnie, aby pomówić z hrabią de Saint-Florentin; wyprawa ta skróciła jej pobyt w Montmorency. Marszałek zmuszony był opuścić je w tym samym czasie, spiesząc do Rouen, gdzie król posyłał go jako wielkorządcę Normandii, celem powściągnięcia niepokojów w tamtejszym parlamencie. Oto list, jaki na trzeci dzień po wyjeździe napisała do mnie pani de Luxembourg (plik D, nr 28).

Wersal, środa

Pan de Luxembourg wyjechał wczoraj o szóstej rano. Nie wiem jeszcze, czy udam się za nim. Czekam wiadomości, ponieważ on sam nie wie nawet, jak długo zabawi. Widziałam pana de Saint-Florentin, który jest najlepiej usposobiony dla księdza Morellet; są przeszkody, ale spodziewa się je zwyciężyć na pierwszej sesji z królem, która odbędzie się w najbliższą sobotę. Prosiłam również jako o łaskę, aby nie skazywano księdza Morellet na wygnanie, była bowiem o tym mowa: chciano go wysłać do Nancy. Oto, drogi Panie, co mogłam uzyskać; ale przyrzekam, że nie zostawię pana de Saint-Florentin w spokoju, póki sprawa nie skończy się tak, jak Pan tego pragnie. Korzystam ze sposobności, aby Panu wyrazić przykrość, jaką było dla mnie opuścić Go tak rychło; ale mam nadzieję, że Pan nie wątpi o tym. Jestem Pańską przyjaciółką z całego serca i na życie.

W kilka dni potem otrzymałem od d’Alemberta bilecik, który mi sprawił prawdziwą radość (plik D, nr 26).

1 sierpnia

Dzięki twoim staraniom, drogi filozofie, wypuszczono księdza z Bastylii i sprawa nie będzie miała następstw. Jedzie na wieś i przesyła Ci, zarówno jak ja, tysiąc podziękowań i serdeczności. Vale et me ama.761