Aga

*

3 października

Drogi Ojczulku-Długonóżku!

Jestem z powrotem w kolegium, jako seniorka i — redaktorka naszego „Miesięcznika”! Nie wydaje się możliwym — prawda? — aby taka uczona osoba była jeszcze przed czterema laty pupilką Domu Wychowawczego? Suniemy szybko w górę w Ameryce!

Niech pan sobie wyobrazi: liścik od „panicza Jerry’ego”, zaadresowany do Wierzbinek i przesłany mi tutaj. Bardzo mu przykro, że nie będzie mógł tam być tej jesieni, ale przyjął zaproszenie na wycieczkę jachtem z kilkoma przyjaciółmi. Ma nadzieję, że przyjemnie spędzam lato i że rada jestem z pobytu na wsi.

Pisze to wszystko, a ja tymczasem wiem doskonale, że mój pobyt u państwa McBride nie był dla niego tajemnicą. Dowiedział się o tym od Julii! Moglibyście, panowie mężczyźni, pozostawić intrygi kobietom; nie macie dość delikatnego na to dotknięcia.

Julia przywiozła cały kufer zachwycających strojów — suknię wieczorową z jedwabnej krepy koloru tęczy, istna szata aniołów w raju. A mnie, naiwnej, zdawało się, że moje własne toalety wieczorowe są niezrównanie piękne. Skopiowałam, z pomocą taniej krawcowej, suknie pani Paterson i jakkolwiek kopie nie wyszły bliźniaczo tożsame, byłam zupełnie zadowolona, dopóki Julia nie wypakowała swoich. Ale teraz — żyję, aby zobaczyć Paryż!

Musi być pan szczęśliwy, że pan nie jest młodą dziewczyną, prawda, drogi Ojczulku? Jestem pewna, że pan uważa nasze przejmowanie się strojami za nadmiernie głupie. I ma pan zupełną rację. Nie ma wątpliwości co do tego. Ale to wyłącznie wasza wina, panowie świata.

Słyszał pan o pewnym uczonym, który patrzył z pogardą na niepotrzebne stroje i fatałaszki i wygłaszał kazania na temat rozumnych, praktycznych ubrań dla kobiet? Jego żona, potulne, poczciwe stworzenie, zastosowała się do jego poglądów i nosiła stale suknie-reformy257. Jak się panu wydaje, jaki był rezultat? Uczony czmychnął z dziewczyną z chóru.