Nie powiedziałam mu dlaczego. Nie mogłam mówić. Milczałam i czułam się tak strasznie nieszczęśliwa! Nie znalazłam nic do powiedzenia. A on odjechał, wyobrażając sobie, że chcę wyjść za Jimmiego McBride’a. Ani mi się to śni; nie przyszłoby mi wcale na myśl, że można wyjść za mąż za Jimmiego; nie uważam go za dostatecznie dojrzałego. Najgorsze, że pomiędzy mną a paniczem Jerrym zaszło z tego powodu fatalne nieporozumienie i oboje głęboko zraniliśmy wzajem nasze uczucia. Bo, rozumie pan, odmówiłam mu nie dlatego, że go nie kocham, ale że go kocham tak bardzo. Bałam się, że w przyszłości może pożałować nieopatrznego kroku — a tego nie potrafiłabym przeżyć! Zdawało mi się, że osoba tak zupełnie pozbawiona przodków jak ja nie ma prawa wejść do takiej rodziny jak jego. Nie mówiłam z nim nigdy o Domu Wychowawczym. Przez gardło przejść mi nie chciało przyznanie się, że nie wiem, kim jestem. Mogę być kimś okropnym — prawda? A jego rodzina jest taka dumna!

Po trosze281 czułam się też związana wobec pana. Kształci mnie pan po to, abym się stała pisarką, muszę więc przynajmniej starać się nią zostać; nie wydaje mi się, aby było uczciwie przyjmować tyle ofiar na moje kształcenie, a potem wcale z niego nie korzystać.

Teraz jednakże, kiedy widzę, że będę miała możliwość zwrócenia panu wydanych na mnie pieniędzy, czuję, że przynajmniej częściowo uwolniłam się od ciążącego na mnie długu — przypuszczam zresztą, że mogłabym, nawet wyszedłszy za mąż, być w dalszym ciągu pisarką. Obie te profesje nie muszą się koniecznie wykluczać wzajemnie.

Długo i usilnie rozmyślałam nad tym. Jerry jest, co prawda, socjalistą i poglądy jego nie są wcale konwencjonalne; może też nie robiłoby mu tak wielkiej, jak innym mężczyznom, różnicy wzięcie żony z proletariatu. Może też, jeśli dwoje ludzi tak bezwzględnie i we wszystkim się ze sobą zgadza, jeśli czują się tak rajsko szczęśliwi, kiedy są razem, i tak bezgranicznie nieszczęśliwi z dala od siebie, nie powinni pozwolić, aby cośkolwiek na świecie mogło stanąć pomiędzy nimi? Chcę oczywiście wierzyć w to! Chciałabym jednak nade wszystko usłyszeć pański bezinteresowny sąd w tej mierze. Pan także należy prawdopodobnie do jakiejś Rodziny, będzie więc pan zapatrywał się na to ze światowego punkt widzenia, a nie z czysto ludzkiego, współczującego stanowiska. Widzi więc pan, że moje odwołanie się w tej sprawie do pana jest aktem prawdziwego męstwa z mojej strony.

A gdybym tak zwróciła się wprost do niego i wyjaśniła mu, że przyczyną nie jest Jimmie, ale Dom Wychowawczy — czy byłby to naprawdę taki straszny krok z mojej strony? Rozumie się, że niełatwo byłoby mi zdobyć się na tyle odwagi. Kto wie, czy nie wolałabym już zostać nieszczęśliwa na całe życie.

Stało się to wszystko przed dwoma miesiącami mniej więcej. Nie miałam od niego ani słówka i nic nie słyszałam o nim od tego czasu. Zaczęłam już zżywać się po trochu z uczuciem złamanego serca, kiedy nagle list otrzymany dzisiaj od Julii na nowo poruszył mnie do głębi. Wspomina w nim — zupełnie przygodnie — że wuja Jervisa złapała burza podczas polowania w Kanadzie i że wskutek tego ciężko zachorował na zapalenie płuc. A ja o niczym nie wiedziałam! Czułam się dotknięta zniknięciem jego i niedawaniem znaku życia o sobie. Wyobrażam sobie, jak bardzo musi się czuć nieszczęśliwy, i wiem też, kto jest jeszcze bardziej nieszczęśliwy.

Jak się panu wydaje, jak powinnam postąpić?

Aga

*

6 października