Najdroższy, najukochańszy Ojczulku-Pająku.
Ależ tak, naturalnie, że przyjadę. Będę u pana w środę po obiedzie o wpół do piątej. Rozumie się, że trafię. Byłam trzy razy w Nowym Jorku i nie jestem przecież małym dzieckiem. Nie mogę w to uwierzyć, że naprawdę pana zobaczę — przez tak długi czas tylko sobie pana wyobrażałam, że trudno jest mi myśleć o panu jako o istocie z krwi i kości.
Jaki pan dobry, Ojczulku, że kłopocze się pan mną, nie czując się sam zupełnie silny. Niech się pan pilnuje i nie przeziębia. Te ciągłe deszcze sprowadzają tyle wilgoci.
Bardzo a bardzo oddana panu
Aga
PS Przyszło mi w tej chwili na myśl coś strasznego. Czy ma pan lokaja? Ogromnie się boję lokajów i gdyby taki pan miał otworzyć mi drzwi, zemdlałabym chyba na progu. Jak się do takiego odezwać? I co mam powiedzieć? Nie znam pańskiego nazwiska. Czy mam się zapytać o pana Smitha?
*
Czwartek rano
Najdroższy, najgoręcej ukochany paniczu Jerry, Pająku, Długonóżku, Ojczulku, Pendletonie, Smithie!
Spałeś tej nocy? Ja — nie. Ani na jedną chwileczkę. Byłam zbyt olśniona, oszołomiona i szczęśliwa. Chyba nigdy już nie będę mogła spać — ani jeść. Ale mam nadzieję, że ty spałeś. Powinieneś spać, bo musisz prędko wyzdrowieć, abyś mógł jak najprędzej przyjechać do mnie.