Drogi mój, nie mogę znieść myśli, że byłeś taki chory, a ja nic a nic o tym nie wiedziałam. Doktor, odprowadzając mnie wczoraj do powozu, powiedział, że w ciągu trzech dni uważano cię prawie za straconego. O, najdroższy, gdyby się to stało, zgasłoby dla mnie światło na ziemi. Przypuszczam, że kiedyś, w dalekiej przyszłości, jedno z nas będzie musiało opuścić drugie, ale wówczas każde będzie miało za sobą tyle przeżytego szczęścia, iż będzie mogło żyć wspomnieniami o nim.

Chciałam rozweselić cię moim listem, a tymczasem widzę, że muszę podnieść naprzód na duchu siebie samą. Bowiem pomimo ogromu szczęścia, o jakim nie mogłam nigdy śnić ani marzyć, czuję się dziwnie zaniepokojona. Strach, że mogłoby ci się coś stać, legł cieniem na moje serce. Dotychczas mogłam żyć wesoła, swobodna i beztroska, bo nie posiadałam nic cennego, o co mogłabym drżeć i co mogłabym utracić. Ale teraz całe moje życie wypełni jedna wielka troska. Ilekroć będziesz z dala ode mnie, będę widziała w wyobraźni wszystkie straszne samochody, które mogłyby cię przejechać, wszystkie szyldy, które mogłyby spaść na ciebie, wszystkie złośliwe mikroby, które mógłbyś połknąć. Prysł na zawsze mój spokój duszy; co prawda nie byłam nigdy zwolenniczką zupełnego spokoju.

Proszę cię, wyzdrowiej prędko, jak najprędzej! Muszę cię mieć przy sobie, ażebym mogła cię widzieć i czuć, że jesteś istotą żywą, namacalną. Gdybym była członkiem twojej rodziny (choćby najdalszą kuzynką czwartego stopnia), miałabym prawo odwiedzać cię codziennie, czytać ci głośno, poprawiać ci poduszki, wygładzać te dwie twoje drogie, drobne zmarszczki na czole i zmusić kochane kąciki twoich ust do podnoszenia się do góry w słodkim, wesołym uśmiechu. Już rozweseliłeś się — prawda? Byłeś już zupełnie wesół wczoraj, zanim się rozstaliśmy. Doktor powiedział, że muszę być dobrą pielęgniarką, bo wyglądasz o dziesięć lat młodziej. Mam nadzieję, że nie wszystkich zakochanie się odmładza o dziesięć lat. Czy nie wpłynie to ujemnie na twoją miłość do mnie, jeżeli okaże się, że jestem jedenastoletnią dziewczynką?

Dzień wczorajszy był najczarowniejszy, jaki mogłam w ogóle przeżyć. Gdybym miała umrzeć jako dziewięćdziesięcioletnia staruszka, nie zapomnę najdrobniejszego szczegółu. Młoda dziewczyna, która wyjechała z Wierzbinek o świcie, była zupełnie inną osobą aniżeli ta, która powróciła tutaj wieczorem.

Pani Semple obudziła mnie o wpół do piątej. Zerwałam się od razu wśród ciemności i pierwszą moją myślą było: „Poznam Ojczulka-Pająka! Poznam Długonogiego Iksa!”. Zjadłam śniadanie w kuchni przy świecy, a potem pojechałam na odległą o pięć mil stację w najcudniejszym świetle październikowego poranka. Słonce wzeszło podczas drogi, klony i derenie282 zapłonęły w jego blaskach ogniem, złotem i purpurą, kamienie przydrożne, mury i pola zamigotały brylantami szronu, powietrze było ostre, przejrzyste i pełne obietnic. Czułam, że stanie się coś nadzwyczajnego. Przez cały czas w pociągu szyny nie przestawały mi śpiewać: „Jedziesz poznać Ojczulka-Pająka! Jedziesz poznać Długonogiego Iksa!”. Przyśpiew ten dodawał mi dziwnej otuchy. Coś mi mówiło, że Ojczulek ułoży wszystko jak najlepiej. Jechałam pełna wiary i ufności w niego. I wiedziałam zarazem, że inny mężczyzna, droższy od Ojczulka, pragnie mnie widzieć, i nie wiem dlaczego, ale czułam, że zanim wrócę do Wierzbinek, zobaczę także i jego. Widzisz, że przeczucia mnie nie omyliły.

Kiedy stanęłam przed domem na Madison Avenue283, taki wydał mi się on wielki, ciemny i nieprzystępny, że nie śmiałam wejść do środka. Obeszłam go dokoła, ażeby zdobyć się na odwagę. Przekonałam się jednak od razu, że ani trochę nie było czego się bać. Twój lokaj to taki miły, taki po ojcowsku wyglądający staruszek, że od pierwszej chwili poczułam się jak w domu.

— Czy pani jest panną Abbott? — zapytał mnie na wstępie.

— Tak — odpowiedziałam, szczęśliwa, że nie miałam potrzeby zapytać się o pana Smitha.

Poprosił, abym zaczekała chwilę w salonie. Ciemnawy trochę, ale wspaniały, prawdziwie męski pokój. Usiadłam na brzeżku wielkiego, miękkiego fotela, wciąż powtarzając sobie:

— Zobaczę Ojczulka-Pająka! Zobaczę Długonogiego Iksa!...