Pańska, trzęsąca się ze strachu przed egzaminem,
Aga Abbott
*
Niedziela
Najdroższy Opiekunie-Ojczulku!
Mam straszną, okropną, fatalną dla pana nowinę, ale nie chcę od niej zaczynać. Postaram się wprawić pana przedtem w dobry humor.
Agata Abbott zaczęła być autorką. Poemat pod tytułem Z mojej wieży ukaże się w lutowym zeszycie naszego miesięcznika, na pierwszej stronie, co jest wielkim zaszczytem dla nowicjuszki. Nasza profesorka angielskiego zatrzymała mnie w drodze do kaplicy wczoraj wieczorem i powiedziała, że to bardzo ładny utwór z wyjątkiem szóstego wiersza, który ma o jedną stopę67 za dużo. Przepiszę go dla pana na wypadek, gdyby miał pan ochotę przeczytać.
Zaraz, zaraz, pomyślmy, co mogłabym jeszcze powiedzieć panu przyjemnego... Mam. Uczę się jeździć na łyżwach i potrafię już ślizgać się wcale przyzwoicie i zupełnie sama. Nauczyłam się też spuszczania po linie z dachu sali gimnastycznej i przeskakiwania przez trapez wysokości trzech stóp68 i sześciu cali69 — mam nadzieję, że uda mi się wkrótce dociągnąć do czterech stóp.
Wysłuchałyśmy dzisiaj z rana wielce budującego kazania, wygłoszonego przez biskupa z Alabamy. Tekstem jego było: „Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni”. Roztrząsał w nim konieczność przeoczania cudzych win i niezniechęcania bliźnich zbyt surowym ich sądzeniem. Pragnęłabym, żeby pan go wysłuchał.
Mamy najsłoneczniejsze, oślepiające, promienne zimowe popołudnie z soplami lodu, zwisającymi z drzew iglastych, z puszystą, grubą oponą śnieżną, otulającą miękko cały świat; wszystko tonie w niej, z wyjątkiem mnie jednej. Ja jedna tonę w smutku, uginam się pod ciężarem przytłaczającej troski.